Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Wielkie porównanie kaczek

20 maj 2009 dodany przez domas

Kaczki atakują nas z każdej strony: z telewizora dwie, dodatkowo jeszcze Donald oraz inne kaczki dziennikarskie. W szpitalu, gdy potrzeba, a pójść nie można... Nad jeziorkiem kaczka krzyżówka, a z lodówki kaczka z jabłkami. My jednak zajmiemy się kaczkami najbliższymi (zdrowym) gitarzystom: efektami wah-wah.

Efekty wah-wah zalicza się do pedałów ekspresji. Sama nazwa urządzenia wywodzi się od jego brzmienia: dodaje ono charakterystyczny efekt, który najprościej opisać jako „ła-ła” ;) Kaczka działa na zasadzie podbijania głośności różnych zakresów częstotliwości. Przy pomocy potencjometru, zakres jest przesuwany od niskich, po wysokie częstotliwości. Różnice w brzmieniu różnych pedałów biorą się z różnych szerokości podbijanego zakresu, samej mocy podbicia oraz jego wysokości nad poziomem głośności normalnego sygnału.

Prekursorami gitarowego wah-wah byli muzycy country. Używali oni potencjometru Tone do modulowania brzmienia. Nie było to jednak wygodne, gdyż uniemożliwiało granie i sterowanie efektem naraz. Następnym krokiem był pedał głośności marki Fender, który przy odpowiednim poruszaniu zastępował gałkę tonów. Pierwszy nowoczesny efekt został wyprodukowany przez firmę Vox: Clyde McCoy poprosił firmę, aby ta konstruowała dla niego efekt imitujący tłumioną trąbkę oraz współpracującą np. z instrumentami klawiszowymi. Wkrótce po tym do seryjnej produkcji wszedł model V846...
Obecnie na rynku dostępna jest szeroka gama kaczek, od efektów standardowych, posiadających jedynie włącznik oraz ruchomą część pedału, po prawdziwe kombajny zawierające różne efekty, z możliwością sterowania parametrami za pomocą pedału. Do najbardziej znanych producentów wah-wah zalicza się firmy Dunlop, Morley oraz Vox.

[title] Do naszego testu udało nam się zebrać 10 efektów.
Dunlop:

  • GCB-95
  • 535q
  • SW-95 (Slash Wah)
  • JH-1 (Hendrix Wah)
  • ZW-45 (Wylde Wah)

Vox:

  • V847A
  • V848 (Clyde McCoy)

Morley:

  • Mark-1(Mark Tremonti Wah)

Fulltone:

  • Clyde Deluxe

Voodoo Labs

  • Wahzoo

Dunlop GCB-95

[title] Jest to obecnie najpopularniejsza i najbardziej rozpowszechniona kaczka co sprawia, że jest dosyć „standardowa”, przez co staje się punktem odniesienia do opisywania innych wah-wah. Konstrukcja tego pedału jest maksymalnie prosta, posiada jedynie włącznik oraz potencjometr. Dzięki temu jest podatna na wszelkie modyfikacje. Testowany egzemplarz posiadał true-bypass. Na pewno zaletą jest stosunek cena/jakość efektu, koszt nowego GCB-95 jest niewielki. Wady: łamliwa klapka na baterię-jest to standard w kaczkach Dunlopa (ciężko znaleźć używany egzemplarz, który posiadałby klapkę) oraz brak diody sygnalizującej aktualny stan urządzenia.

Dunlop 535q

[title] Już na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z kombajnem brzmieniowym. Mamy do dyspozycji 6-cio pozycyjny przełącznik obrotowy sterujący zakresem częstotliwości oraz 2 malutkie potencjometry odpowiadające za głośność podbicia oraz parametr „Q”. Podbicie możemy uaktywnić za pomocą rzucającego się w oczy czerwonego przełącznika z boku efektu. Jest to o tyle fajna funkcja, że podczas grania sola nie giniemy w zespole. Efekt został wykonany solidnie, czarny matowy lakier pokrywa powszechną obudowę używaną w CryBaby, Voxach i podobnych. W środku znajdziemy potencjometr Dunlop Hot-Potz II i standardowy induktor Dunlopa. Całość została wykonana w technologii SMD, co może komplikować wszelkie modyfikacje. Ale po co modyfikować taki kombajn? Brzmieniowo jest bardzo uniwersalna, można ukręcić dużo różnych brzmień. Minusy? Podobnie jak 95: brak diody i klapka.

Dunlop SW-95

[title] Pierwsze co rzuca się w oczy, to dwie srebrne gały wystające z boku pedału. Służą one do regulacji dodatkowego ficzera wbudowanego w kaczkę. Jest to przester mający na celu ułatwić przeciętnemu gitarzyście uzyskać brzmienie Slasha. Brzmieniowo, przy wyłączonym przesterze, efekt nie oferuje nic ponad zwykłą GCB-95. Po włączeniu przesteru, na czystych kanałach wzmacniacza, dźwięk nie przypomina ani trochę brzmienia solówek Gunsów, a nam niestety nie rośnie nagle cylinder. Jest bardzo bzyczący, wydaje się „cienki”, więc jeśli ktoś oczekuje lejącego się leada, to się zwiedzie. Po włączeniu kanału przesterowanego we wzmacniaczu okazuje się, że efekt całkiem nieźle się sprawdza jako dopałka, dźwięk staje się przyjemnie ostry, zasięg wah jakby poszerzony w stosunku do wyłączonego przesteru. Niestety, bardzo ciężko opanować sprzęganie. Przester jest włączany w chwili włączania efektu wah-wah, nie można go używać jako efekt stand-alone. Pedał posiada dwie diody sygnalizujące stan wah-wah oraz przesteru. W naszym teście była to jedyna kaczka zasilana na 18V. Bardzo ciekawie została rozwiązana kwestia umiejscowienia baterii: baterie znajdują się pod ruchomą częścią pedału. Jest tam metalowa wanienka z miejscem na dwie baterie. Dostęp do niej jest od góry, przez wycięcie w gumie i metalu. Efekt posiada regulację oporu stawianego przez pedał. Płytka wykonana w technologii SMD.

Dunlop JH-1

[title] Żadnych zbędnych bajerów - wejście, wyjście i gniazdo na zasilanie. Solidne wykonanie idzie w parze z dobrym brzmieniem na kanale czystym (mocno słyszalny środek pasma) i kranczu. Do funky, bluesa, czy starego rokendrolla jak znalazł. Średnio radzi sobie z mocniejszymi przesterami, na których zaczyna nieźle gadać w momencie zastosowania jakiegoś dopalacza. Kaczka ma szeroki zakres modulacji (od naprawdę mulącego dołu do wyraźnej, acz nie siarowatej górki), co może być zarówno plusem, jak i minusem - zależy, czego wymagamy od efektu. Na plus - true-bypass. Na minus, jak we wszystkich Dunlopach - klapka na baterie wykonana z kiepskiego plastiku i podatny na zarysowania spód kaczki.

Dunlop ZW-45

[title] Kolejną kaczką Jima w teście była sygnatura Zakka Wylde'a. Podobnie jak GCB-95, nie posiada żadnych dodatkowych potencjometrów czy przełączników. Ciekawostka: nie posiada true-bypassu, ale ma odpowiedni przełącznik, żeby zrobić taki mod. Zbudowana jest na tej samej płytce co GCB-95. Obudowa jest wykończona na „surowy metal”. W porównaniu do 95 ma bardzo głębokie wahnięcie, dużo mocniejsze. Bardzo dobrze sprawdza się na przestarach, trochę gorzej na czystych, ale nie jest źle. Tak jak w SW-95, w tym efekcie można regulować opór pedału. Podobnie jak większość kaczek dunlopa posiada łamliwą klapkę na baterię oraz żadnej sygnalizacji stanu pracy efektu.

Vox v847A

[title] Pęd za jak najniższym kosztem produkcji dopadł już ogromną większość producentów z różnych branży, w tym tej najbardziej nas interesującej, czyli muzycznej. Niestety ofiarą tej choroby padł także Vox, o czym przekonaliśmy się testując efekt Vox v847A (Made In China). Konstrukcyjnie to uosobienie prostoty, ot - standardowa kaczuszka. I o ile nie można się przyczepić do trwałości efektu patrząc z góry, to odkręcany panel tylny wykonany jest z kruchego, podatnego na złamania plastiku (nie można było zainwestować choćby w aluminium?). Zaufania nie budzi też gumowa podkładka na pedale, która po prostu zaczęła się odklejać podczas testu. Brzmienie pozostawia wiele do życzenia. Dużo brudu nawet na kanale czystym, który mimo tego jest nawet znośny, jednak krancze i mocniejsze przestery są dla mnie niedopuszczalne. Pełno siary, bardzo nieprzyjemny dla ucha dół pasma . Efektowi brak też true-bypass, a w dodatku nasz Vox, mimo, iż ze sklepu, był zepsuty, gdyż uniemożliwiał wręcz przepływ sygnału, gdy efekt był wyłączony. Po prostu nie można było grać. Niestety, jestem na nie.

Vox V848 Clyde McCoy

[title] Jak sama nazwa może nam wskazywać, mamy do czynienia z klasyczną kaczką. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym, ot zwykły efekt z ładnym, chromowanym pedałem. Wejście, wyjście, zasilanie, portret pana McCoya na spodzie…. Ale wystarczy dwa kable, wzmacniacz i gitara, żeby przekonać się, że mamy do czynienia z świetną kaczką. Została wyposażona w true-bypass, Induktor FASEL, oraz komponenty dobrej jakości. Jest dość uniwersalna, blues, rock, jazz, funk, metal… wszystko można grać. Słychać w jej brzmieniu dominujący środek, dzięki czemu nie zginiemy w zespole. W mojej opinii jedyna kaczka wśród testowanych, która nie posiada wad.

Morley Mark-1

[title] Jedynym reprezentantem Morleya był model sygnowany przez Marka Tremontiego. Kaczki tego producenta charakteryzują się zastosowaniem układu optycznego zamiast potencjometru. Jest to bardzo wygodne, ponieważ nie trzeba wymieniać co jakiś czas potencjometru oraz nie trzeba deptać mocno w pedał, aby włączyć efekt. Dzięki zastosowaniu układu optycznego kaczka włącza się automatycznie, kiedy tylko ruszy się pedał, natomiast kiedy zdejmie się z niego nogę, wraca w pozycję zerowego wychylenia i się sama wyłącza. W środku znajduje się potencjometr do regulowania opóźnienia w trakcie wyłączania się efektu - od 0 do 2s. Ponadto posiada potencjometr Wah Boost oraz diodę sygnalizującą pracę efektu. Obudowa od góry jest czarna matowa-jak w większości Dunlopów, pedał pokrywa „guma ryflowana”. Od spodu znajdziemy metalową klapkę na baterię. Świetnie sprawdza się z przesterami - zwłaszcza z lekko podkręconym wah boostem. Niestety na kanałach czystych jest trochę gorzej.

Fullltone Clyde Deluxe.

[title] Jest to obecnie najwyższy model kaczek Fulltone’a. Jak każdy efekt tej firmy zbudowany ręcznie przy użyciu najwyższej klasy komponentów. Posiada 3 tryby brzmieniowe:
-Jimmi - Ten tryb jest kopia zwykłego Clyde'a. Brzmi tak jak powinna brzmieć kaczka, mocne, pewne „łachnięcie”, przypominające te znane z vintage’owych Voxów. W moim odczuciu idealne do rockowo-bluesowych rzeczy.
-Wacked - Tryb brzmieniowo podobny do Dunlopa ZW-45. Jak sama nazwa może nam sugerować (z ang. wack znaczy uderzenie) mamy do czynienia raczej z mocniejszym brzmieniem. Głęboki zakres pozwoli ogarnąć te najcięższe i najniższe dźwięki, ale również świetnie mi się grało na czystym kanale podczas gry akordowej.
-Shaft - Ostatni już tryb, dość osobliwy, ciężko porównać go do brzmienia jakiegoś innego efektu. Specyficzne brzmienie nie każdemu się spodoba, ale myślę że znajdzie swoich fanów wśród gitarzystów grających funk i tego typu muzykę.
Dodatkowo mamy do dyspozycji dwa potencjometry - jeden umieszczony na zewnątrz obudowy, który reguluje poziom sygnału wejściowego, oraz drugi umieszczony w środku efektu - ujmujący, bądź dodający górkę.

VoodooLabs Wahzoo

[title] Świetnie wykonany, świetnie brzmiący, świetnie wyglądający… Można mnożyć superlatywy. Optyczny kaczorek ze stajni Voodoo Lab, o trzech trybach działania:
- Vintage - bardzo szlachetny (tak, to dobre słowo) brzmieniowo, tradycyjnych wah, wzorowany na legendarnym efekcie Clyde’a McCoy’a. Świetnie zbalansowana góra, środek i dół. Brak jakichkolwiek brudów, nawet zamierzonych. Nie wulgarna, nie agresywna, nie stonowana, lecz, jak już wyżej napisałem, niesamowicie szlachetna kaczka. Jej funkcjonalność jest właściwie nieograniczona, jednak używanie jej w death metalu to nienajlepszy pomysł. Swój charakter zachowuje do momentu, gdy zagramy na niej hard rocka.
- Autowah - brzmienie trybu Vintage ubarwione nowymi możliwościami. W zależności od siły, z jaką uderzamy możemy grać jak na zwykłej kaczce, kaczce z autowahem itp. Cudowna zabawa, która owocuje riffami, jakich wcześniej nie słyszeliście. Funky samo wychodzi spod palców.
- Stepwah - połączenie autowahu i „tremolo”. Pedałem regulujemy prędkość jednej z czterech programowalnych sekwencji. Bardzo ciekawe efekty pracy z tym trybem można osiągnąć w solówkach. Co do brzmienia - cały czas obracamy się wokół trybu pierwszego.
Cóż można jeszcze o niej powiedzieć? Może to, że efekt posiada diodę, która sygnalizuje stan pracy. I chyba to, że jest naprawdę perfekcyjnie wykonana. Co prawda niektórym może przeszkadzać miejsce, w jakim został umieszczony włącznik kaczuszki, jednak jej możliwości w pełni rekompensują tą ewentualną niedogodność. Oczywiście - true-bypass.

Dźwięki

[title] W czasie testu mieliśmy dostępne gitary: Music Man Axis, Martch 7, LTD SC607B i Schecter C-7 BJ. Wzmacniacz Bash Sidewinder Triple MK4 oraz kolumna Orange PPC412. Wszystkie próbki zostały nagrane na gitarze Music Man, kanale czystym w w/w wzmacniaczu, przester z Boss SD1. Dźwięk zebrany przez Shure SM57 wpięty w Line6 TonePort UX1.

 

Podsumowanie

Wybór efektu wah-wah jest sprawą mocno indywidualną: zależy od naszych własnych preferencji brzmieniowych i od zasobności portfela... Naszym zdaniem w czołówce brzmieniowej plasują się Fulltone Clyde Deluxe, Morley Mark-1, Dunlop ZW-45 oraz Vox McCoy, a w kategorii „jakość za rozsądną cenę” wygrywa Dunlop GCB95.

Podziękowania

Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tego testu:
składmuzyczny.pl, Firmie Muzycznej oraz Adamowi za Voodoo Lab Wahzoo
Mondomg za Morley Mark-1
James Dean za Vox V848
sklepowi Klezmer za Vox V847A
Przemkowi Leśniakowi za Dunlop SW-95
Maćkowi Prokopowi za Dunlop GCB-95
oraz
Tanim Strunom i portalowi Sevenstring.pl za Dunlop ZW-45

A także dziękuję współautorom: purple_h oraz Martens_emenems