Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Voodoo Lab - Analog Chorus

23 styczeń 2009 dodany przez Sinner

W trakcie dzisiejszego testu, zajmiemy się już trzecią pozycją z katalogu Voodoo Lab, którą dostarczył krakowski dystrybutor Firma Muzyczna, mianowicie Analog Chorus, efekt bazujący na wymierającej technologii BBD, imitujący klasycznego CE-1. 

Tournure zewnętrzny całej linii podłogowych efektorów VL jest dość podobny, obudowa w standardzie wymiarowym BB, malowana proszkowo, ozdobiona pięknymi, zachodzącymi na siebie okręgami, na ściance czołowej znajdziemy system gniazd – wejściowe i wyjściowe, oraz gniazdo zasilacza sieciowego 2,1mm (standard Bossowski, 9VDC – center pin negative), istnieje możliwość zasilania go również 9V baterią, w takim wypadku należy odkręcić cztery śrubki trzymające płytkę skrywającą układ elektroniczny. Top efektu zawiera solidny przełącznik nożny typy heavy duty (true bypass) z wizualizacją stanu dzięki czerwonej diodzie LED, customizacji charakteru barwy chorusa dokonamy dwoma sporymi gałkami odpowiedzialnymi za miks sygnału czystego z obrobionym przez efekt (Intensity), oraz prędkość modulacji (Speed), czyli czytelniej i prościej być nie może.

Efekt bazuje na wymierającej technologii chipów Bucked Brigade Devices (BBD). Chipy te ujrzały światło dzienne w 1969 roku, w laboratoriach firmy Phillips, zaprojektowane przez Panow F. Sangstera, oraz K. Teera, a skończyły w zasadzie swój żywot 30 lat później, kiedy to Mitsuma/Panasonic, firma która to odkupiła prawa licencyjne do układu, zamknęła ostatnią linię produkcyjną, skazując tym samym erę tych analogowych układów na zgon. Chipy BBD były używane w przemyśle RTV do tworzenia efektów przestrzennych w telewizorach i odtwarzaczach audio Phillipsa (dziś zastąpione przez układy cyfrowe), w przemyśle komputerowym, konkretnie w skanerach (zastąpione przez nowocześniejsze układy CCD), i innych aplikacjach, w tym tych, które interesują nas, w efektach gitarowych, jak analogowe delaye, flangery, czy właśnie chorusy. Dla uzupełnienia informacji należy dodać, że aktualnie produkowane są w Chinach niskonapięciowe odpowiedniki MN3207, aczkolwiek ich jakość, przez wielu butikowych guru jest określana jako dyskusyjna, choćby dlatego Mike Fuller zajął się produkcją własnych wersji.

Według Tech Support Voodoo Lab w ich Analog Chorusie stosowane są chipy BBD NOS (New Old Stock), trudno powiedzieć czy ich producentem jest Phillips, Mitsuma, czy Retricon, ponieważ takich danych nie uzyskałem, techniczni zboczeńcy wiedzą natomiast, że w klasycznym CE-1 zastosowany był MN3002, późniejszy CE-2 w pierwszej wersji to MN3007, później, po przeniesieniu produkcji do Taiwanu już MN3207.

Jak deklaruje producent, Voodolabowski Analog Chorus jest soniczną rekreacją klasycznego bossowskiego Chorus Ensemble z lat 70, świętego Grala wśród chorusow, w zasadzie pierwszej jednostki tego typu, która na dobre zagościła w pedalboardach sławnych i wielkich, spośród których można wymienić Edga, A.Summersa i wielu innych, w istocie będącym zapuszkowanym w zewnętrzne urządzenie fragmentem obwodu z równie klasycznego rolandowskiego JC-120 Jazz Chorus. Zwyczajnie, wielu muzyków domagało się tego samego cudownego chorusowania w ich własnych wzmacniaczach. CE-1 Chorus Ensemble stał się hitem i niejako wzorem metra w tej grupie efektów.

W istocie, Analog Chorus Voodoo Lab nie jest dokładnym klonem CE-1, jest o wiele skromniejszy w wyposażeniu i o wiele bardziej user friendly. Wymaga klasycznego zasilania (9VDC, wewnętrzna bateria, lub zasilacz, pobór prądu w okolicach 50mA), w odróżnieniu od pierwowzoru, który wymaga zasilania sieciowego (oryginał był robiony w kilku wersjach, na rynek europejski, amerykański i japoński, akceptujący naturalnie różne zasilanie), ponadto Analog Chorus jest stosunkowo prostym urządzeniem, w odróżnieniu od klasyka CE-1, który to miał dwa tryby pracy – chorus/vibrato. Wygląd obu efektów naturalnie również się rożni, CE-1 to masywna, wielka, odlewana skrzynia, natomiast efekt od Voodoo Lab, to puszka o wymiarach znanych z poprzednich urządzeń tej firmy, testowanych już wcześniej na łamach Sevenstring.pl, we wzorki z zachodzących na siebie okręgów i niebieskim napisem z nazwa modelu, bardzo jazzy! Co również wydaje mi się istotne, cena obu urządzeń zasadniczo się od siebie różni, CE-1 produkowany do 1978 roku, jest dostępny jedynie na rynkach wtórnych, a ceny są wybitnie i nieprzyzwoicie windowane, Analog Chorus, choć skromniejszy, wydaje się kuszącą alternatywą, ponieważ produkty Voodoo Lab, pomimo wysokiej klasy użytych komponentów plasują się w dolnym pułapie cenowym efektów butikowych.

Niestety nie mam możliwości A/B'owania obu urządzeń i tym samym rozdrabniania się nad detalami w barwie, prawdę mówiąc z oryginałem miałem do czynienia przez kilkanaście minut wieki temu, grałem na nim na nie swojej gitarze, na nie moim wzmacniaczu, więc porównania „z pamięci” były by mało adekwatne. Ponadto, opisując kolejne urządzenia na łamach serwisu, zawsze mam problem z opisem sonicznych niuansów. Język Polski jest zbyt ubogi by opisać w sposób namacalny owoc obcowania ze sprzętem muzycznym, nie ma się zresztą czemu dziwić, gdy mamy codzienny przykład popularnej „kurwy”, która to stanowi uniwersalny zamiennik rzeczownika, przymiotnika, czy też wszelakiej maści znaków interpunkcyjnych.

Mimo wszystko postaram się...

Chorusowanie jest zdecydowanie dominujące, przez co rozumiem narzucanie przez efekt w sposób bardzo wyraźny swojego charakteru, nawet przy minimalnym, lub zerowym udziale gałki miksu (Intensity). Sama barwa jest ciepła i lepka, w żadnym razie nie jest muląca, przywołuje w pamięci miodek lipowy dziadka Hieronima z naturalnej uprawy, zero sztuczności i konserwantów, czysta natura, słodka i ciepła od letniego słońca. Do serca najbardziej trafiają mi wolne nastawienia chorusa, minimalny udział prędkości modulacji (Speed), maksymalny mix, pływam wtedy, aczkolwiek skrajne nastawienie z pewnością zadowoli fanów The Police. Przez niemal trzy tygodnie, kiedy to Analog Chorus waletował u mnie na jamie bardzo często używałem go jako swoistego rodzaju booster z mleka z miodem, kręcąc obiema gałkami na zero. Lepkie i odżywcze dla przeładowanych górą pasma przetworników, poddające się miękkiej, subtelnej, lecz jednak wyczuwalnej kompresji. Tak więc jeszcze raz, pomimo zerowych nastawień, w pozycji „on” charakter efektu jest dominujący. Oczywiście w pozycji wyłączonej, do naszego wzmacniacza płynie czysty i niezainfekowany sygnał, dzięki true bypassowi z wizualizacja stanu za pośrednictwem diody LED.

Chyba pora na jakiś finał. W zasadzie od tego, czy zakończy się on z lampką szampana i sztucznymi ogniami po orgietce, czy zgaga z wymiocinami zależą Twoje oczekiwania. Jeśli potrzebujesz sterylnego i przezroczystego chorusa, musisz iść dalej, jest to efekt który zadowoli ludzi poszukujących klasycznego powiewu i muzycznej pocztówki z przeszłości. Ja odsyłałem go z żalem, to dobra pozycja cenowa wymierającego gatunku czysto analogowych chorusow... Niech żyje nam!

Sprzęt do testów dostarczyła Firma Muzyczna, dziękujemy i pozdrawiamy.

Skomentuj na forum