Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Test Zasilacza YANKEE PS-M2

20 luty 2009 dodany przez Sinner

Poznański Yankee, to producent profesjonalnych systemów zasilających, którego produkty istnieją na naszym rynku już ponad dekadę... Początki działalności firmy prowadzonej przez Tomasza Jankowskiego, to schyłek lat 90, jest to masa czasu, by wyczuć potrzebę rynkową, poniższy tekst będzie tego dowodem. 

Zakres oferty obejmuje swoim zasięgiem spektrum dziewięciu standardowych jednostek, od małych dedykowanych zasilaczy dla użytkowników domowych, po wielofunkcyjne profesjonalne, specjalistyczne banki zasilające idealne do wykarmienia sporej rodziny efektów w Twoim racku, czy pedalboardzie. Jak producent informuje na swojej witrynie, firma jest w stanie w rozsądnych terminach wykonać specjalne zamówienia w miarę i na miarę potrzeb bardziej wymagającego muzyka. W trakcie tego testu, zajmiemy się okrętem flagowym rodziny zasilaczy Yankee, modelem PS-M2, zapraszam do lektury.

[title]

Jak wspomniałem wyżej, PS-M2 to najwyższy ze standardowej serii model zasilacza w ofercie firmy, charakteryzuje się pięcioma odseparowanymi od siebie sekcjami, które szerzej omówię w dalszej części testu, umożliwiającymi nam na podłączenie do 17 efektów, oraz dodatkowo gniazdo o standardzie USB do podłączenia będącej w zestawie lampki siedmiodiodowej do podświetlania naszego pedalboardu (nice!). Ponadto struktura wewnętrzna – bazująca na najwyższej jakości podzespołach od renomowanych podwykonawców zawiera wiele klasowych rozwiązań, wśród których znajdziemy stabilizator napięcia, oraz filtr napięciowy, który jest lekiem na kiepską podaż prądu w praktycznie każdej typowej sali prób, zabezpieczenia przeciw przepięciowe, oraz przeciw zwarciowe, co daje nam duży komfort psychiczny i pewność, że naszym maleństwom w racku nic złego stać się nie może.

[title]

Zasilacz zwiera się w solidnej puszce z giętej blachy, o wymiarach 44x134x102mm, w kolorze który mnie osobiście poskładał. Kapitalna, krwista czerwień robi piorunujące wrażenie i zdecydowanie wyróżnia tą jednostkę na tle innych. W tym miejscu, jeszcze przed podłączeniem należą się pochwały konstruktorowi za zmysł estetyczny, który to - mówiąc powściągliwie i dyplomatycznie, nie jest taki oczywisty wśród produktów konkurencji. W moim osobistym odczuciu, PS-M2 estetycznie błyszczy na jej tle!

Dopełnieniem zestawu jest czternaście kabelków, ze zróżnicowanymi gniazdami – standardowo w zestawie;

  • 5szt. 20 centymetrowych na wtyczkach 5.5/2.1
  • 5szt. dłuższych, 50 centymetrowych kabelków o tym samym standardzie
  • 2szt. 50 centymetrowych kabelków o standardzie wtyczek typowym dla miedzy innymi produktów L6 5.5/2.5
  • 2szt. 50 centymetrowych kabelków z wtyczką typu Jack 1/8 dla efektów o odwrotnej polaryzacji

Istnieje również możliwość dobrania interesujących nas przewodów przy okazji osobistego odbioru jednostki w Poznaniu, po szczegóły odsyłam do producenta.

[title]

Cały system gniazd, z wyjątkiem złącza USB – które to znajdziemy na bocznej ściance po lewej stronie urządzenia, znajduje się na bocznej czołowej części i poprzez ilość i mnogość również budzi mój respekt. Na górnej płaszczyźnie znajdziemy czytelnie opisane w formie schematu obrazkowego funkcje i napięcia poszczególnych sekcji, jak również poza logiem firmy i nazwą modelu gniazdo do podłączenia kabla sieciowego wraz z podświetlanym włącznikiem. Co jest istotne, kabel ten to standard, który znajdziemy w praktycznie każdym sklepie komputerowym. Sam standardowo dostarczony w zestawie kabel, od strony zasilacza ma wtyczkę kątową i sprawia wrażenie solidności i wysokiej klasy, aczkolwiek szeregowy gitarzysta jest jak „Polak" ze starych dowcipów, który jedną kulkę zgubił, a drugą zepsuł, więc łatwa i szybka opcja na awaryjną wymianę w każdym sklepie z hardwarem jest dodatkowym atutem, wystarczy wysłać młodego, a samemu chillowac z browarkiem.

[title]

Bardzo fajnym i mądrym rozwiązaniem jest zastosowanie wystających kikutów od strony podstawy, które umożliwią nam przykręcenie naszego nowego zasilacza do półki w racku, bądź pedalboardu. Przy słusznej wadze w okolicach jednego kilograma mocowanie zasilacza na rzep jest mówiąc dosadnie objawem upośledzenia, więc jeszcze raz - nadal na poziomie oględzin testowanego PS-M2, pokłony dla konstruktora, który myśli za nas...

[title]

Opis poszczególnych segmentów, zacznę od dwóch głównych sekcji, pierwszej i drugiej, które znajdziemy w dolnym rzędzie, umożliwiającym nam na podłączenie do dziesięciu efektów 9VDC (napięcie stałe) o łącznej sumie 1800mA, po 900mA na sekcję. Tu podłączymy przeważającą większość efektów współcześnie produkowanych. Każda z tych sekcji jest od siebie całkowicie odseparowana, aplikując sekcję pierwszą przykładowo do zasilania efektów z linii, drugą natomiast dedykując pętli FX, dzięki czemu minimalizujemy do zera problem pętli mas i artefaktów z nią związanych. 900mA jest wystarczającą sumą do zasilenia najbardziej żarłocznych analogowych efektów z grupy gain, gdzie średnio na sztukę przypada od kilku, do kilkunastu miliamperów, analogowych efektów modulacyjnych, czy opóźniających (50-75mA), czy nawet zestawu żarłocznych efektów cyfrowych, jak choćby serii ToneCore L6, aczkolwiek tu zalecam rozwagę z ich ilością przypisaną do sekcji, gdyż każdy z tych maluchów wysysa 200mA, co jest już jawnym ekstremum! W trakcie testu obu sekcji, do każdej kolejno podłączyłem następujące efekty;

  • Sekcja 1. - L6 Verbzilla, Boss DD-3, MXR Variphase, Boss TR-2, oraz IBZ FL9
  • Sekcja 2. - Fulltone Clyde Deluxe, Fulltone Soul-Bender, Xotic AC+, Xotic BB Preamp, oraz AnalogMan CompROSSor, wymiennie z kilkoma innymi OD i distortionami, które miałem w tym momencie na testach.

W trakcie użytkowania, nie zaobserwowałem spadku formy żadnego z efektów, PS-M2 doskonale poradził sobie z pociągnięciem tego łańcucha. Nie zaobserwowałem dodatkowych, niechcianych artefaktów w patchu sygnałowym, jak trzaski, brumy i inne zakłócenia. Starałem się jak największą część testu przeprowadzić używając własnych efektów, tak by mieć jak najbardziej świadome i jasne wyobrażenie na temat jakości zasilacza, który mnie nie zawiódł. Jedyny problem znalazłem zasilając Soul-Bendera, który to wymaga odwrotnej polaryzacji wtyczki, znajdujący się w zestawie kabel do takich zastosowań miał wtyczkę od strony efektu na mały jack 1/8, co w sumie chroni nas, roztargnionych życiowymi przeciwnościami od przypadkowego spalenia efektu przez nieuwagę, tu wymuszoną konstrukcją kabla... W żadnym wypadku nie rozpatruje tego w negatywnych kategoriach.

[title]

Kolejna, trzecia sekcja to to, co mi się cholernie spodobało. Jako wielki fan fuzz'ów wszelakiej maści miałem tu możność odpalenia ich w niższych od nominalnych napięciach, regulowanych minipotencjometrem w zakresie 5-9VDC. Tu mamy do dyspozycji dwa takie regulowane złącza, suma sekcji wynosi 600mA. Kapitalnie symuluje to prace urządzeń na wpółmartwych bateriach węglowo-cynkowych, dając zupełnie inne ziarno przesteru. I niech mi ktoś teraz powie, że zasilacze nie mogą kreować charakteru tonalnego naszego zestawu... Tu również radzę zwrócić szczególną uwagę na polaryzację, duża część starych fuzz'ów wymaga przecież zasilacza z gniazdem z minusem na zewnątrz wtyczki, oczywiście reszta efektów z grupy gain też może zabrzmieć tu zaskakująco.

[title]

Segment czwarty, to sekcja, która daje nam wolność. Jest też miejscem, gdzie nakarmimy bardziej nietypowe pod kątem zasilania efekty wymagające prądu stałego. Znajdziemy tu dwa gniazda o łącznej dostępności 400mA, które, za pośrednictwem przełączników typu DIP dają nam wybór zasilania z zakresu 12/18/24VDC. Czyli obrazowo, jeśli mamy dla przykładu starego Boss'a wymagającego zasilaczy ACA, który to właściwie podaje 12VDC (w odróżnieniu od współczesnych PSA, 9VDC – zapraszam do sekcji 1 i 2 ;) ), to tu go nakarmimy, jak również i efekty standardowo wymagające zasilania 12VDC jak niektóre T.Rex'y. Część producentów, jak Fulltone, czy AnalogMan także sugeruje zasilanie swoich efektów na wyższych od nominalnych napięciach jako sposób na osiągnięcia wzrostu headroom'u, więc jeśli manual Twojego efektu do tego zachęca, tu masz ku temu pole. 18VDC jest jak objawienie dla posiadaczy Uni-Vibe’ów, które to – jeśli budowane są na wzór oryginału będą potrzebować właśnie takiej podaży. W tej sekcji również zasilimy naszego Deluxe Memory Mana, który to potrzebuje 24VDC by zaśpiewać. Troszkę szkoda, że sekcja ta nie da nam nieco więcej natężenia, można by było wykorzystać ją do zasilania StompBox Modelera, który co prawda typowo pracuje na 9VAC (prąd zmienny), pochłaniając astronomiczne 2000mA, ale można go odpalić na 12VDC (stały), konsumując jedynie 500mA, odciążając nam miejsce (jeśli konieczne) w sekcji piątej, pamiętając jedynie o zmianie polaryzacji wtyczki na minus na zewnątrz. Innymi słowy bardzo uniwersalna sekcja, kapitalne rozwiązanie dla wymagających i nietypowych efektów.

[title]

Kolejna już – piąta sekcja to bank do podłączania kostek wymagających zasilania zmiennego. W tej sekcji mamy dostęp do trzech gniazd – kolejno 9VAC, 12VAC, oraz 14VAC, o standardzie wymiarowym 5.5/2.5 (w odróżnieniu do reszty segmentów, gdzie mamy standard bossowski 5.5/2.1), łączna suma sekcji to 2000mA. Ta sekcja jest wprost stworzona do zasilania Twojego POD’a (wszystkie z wyjątkiem Pocket’a, od 2.0 począwszy, na X3 kończywszy), czy tez Stomp model era, czyli efektów L6 znanych z uciążliwego i wymagającego zasilania (9VAC, 2000mA właśnie). Pewnego rodzaju ograniczeniem jest to, że jednocześnie do każdego z gniazd możemy podłączyć tylko jedno urządzenie, chyba że suma dwóch, lub wszystkich trzech nie przekroczy konsumpcji 2000mA, czyli dwóch efektów L6 nie podepniemy co prawda, ale już Hot Tubes, Tube Zipper, and The Wiggler EHX wpiętego pod 12VAC, oraz niektóre systemy bezprzewodowe, często pracujące na 14VAC już tak. Ostatnia, aktualnie omawiana sekcja jest dopełnieniem możliwości i uniwersalności naszego zasilacza.

[title]

W trakcie bezstresowego, kilkutygodniowego testu zasilacza Yankee PS-M2, wystawiając zapewne cierpliwość Tomka na wysoką próbę, miałem niesamowity komfort. Zasilacz doszedł do mnie w środku serii testów dziewięciu efektów jakie otrzymałem od pary zaprzyjaźnionych z nami dystrybutorów, w tym dał mi możliwość odpalenia Fulltonów na wyższe napięcia, do eksperymentów z którymi zachęcał w manualu ich producent, miałem wielmożność odpalenia mojego kochanego fuzz'a na NKT275, symulując jednocześnie jego pracę na rozładowanej baterii dzięki jednej z regulowanych sekcji. Nie miałem problemów z odpaleniem i utrzymaniem wymaganych parametrów nawet najbardziej żarłocznych efektów z mojego zestawu. Miałem za to pełne poczucie wygody, dzięki temu, że konstruktor zadał sobie trud, by poznać potrzeby nas – muzyków, zarówno amatorów, jak i profesjonalistów, dopełniając funkcjonalność urządzenia kapitalną estetyką. Ona to, wraz ze wspomnianą wcześniej cierpliwością, umiejętnością słuchania, czy wysoka kreatywność właściciela Yankee, sprawiają że niemal chce się mieć z nim dzieci. Z całego serca zachęcam zatem do adopcji testowanego zasilacza...


 

Autor testu serdecznie dziękuje producentowi za dostarczenie sprzętu do testu i wzorową współpracę

Strona producenta

Komentarze na forum