Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Test Voodoo Lab Tremolo

15 grudzień 2008 dodany przez Leon

Dziś zaczniemy (niespodzianka!) nietypowo. Zafascynowany wewnętrzną sprzecznością nazwy producenta, postanowiłem przeprowadzić małe śledztwo w tej sprawie. Za encyklopedią PWN:

wudu, vodou, vaudou, vaudoux, voodoo [z języka Fonów wodun ‘bóstwo’], synkretyczna religia afrokatol. na wyspie Haiti (na terenie państw Haiti i Dominikana); stanowi amalgamat afryk. wierzeń animistycznych i wyobrażeń rel. pochodzących z katolicyzmu; centralny rytuał rel. polega na wywoływaniu duchów wcielających się podczas transu w uczestników obrzędu.

Oraz słownikiem polsko-angielskim angielsko-polskim tegoż PWN:

lab rz. pot. Laboratorium

Wychodzi na to, że producent serwuje nam boską magię stworzoną za pomocą współczesnej nauki lub też ma smykałkę do fajnych kompletnie nie mających znaczenia nazw J Tak czy siak – efekt reklamowy został osiągnięty i mocno zainteresowałem się wytworami tejże firmy. Dzięki zaborczej polityce kolegi po piórze, na co dzień pracującemu w jednym z Polskich czasopism gitarowych oraz tow. Sinnera, mój wybór ograniczony został do efektu Tremolo, którego test przedstawiam poniżej. Jako, że Polacy nie hamerykanie i czary swe mają, zapraszam na wycieczkę po Voodoo ze staropolską nutą.

Rozdział I: Magyi zaczyn, czyli jak oprawę zacną czarowstwu uczynić...

[title] Patrząc na opakowania efektów tzw. ekskluzywnych marek (typu Fulltone, Moog czy Voodoo Lab) odnoszę nieodparte wrażenie, że im brutalniej proste i nieefektowne opakowanie, tym bardziej luksusowe urządzenie siedzi w środku. Jeśli powyżej ww. firm jest coś jeszcze (mam na myśli głównie cenę) to zapewne ich efekty są pakowane w brudne kartony z odzysku ;) Ale żarty na bok – pudełko efektu jest proste, ale estetyczne i dobrze pełniące ochronną rolę, natomiast naklejka z logo i informacją co masz w rękach bardzo trafia w moje gusta estetyczne – za opakowanie 5.

W środku dostajemy efekcik, o którym za chwilę, kartę rejestracyjną produktu, o której nic już więcej nie powiem, oraz Instrukcję. Tak chyba należałoby nazwać jedną kartkę A4 złożoną na czworo i zawierającą wszystko, co ma nam do powiedzenia producent. Na tej powierzchni, otrzymujemy standardowy tekst reklamowy, opis efektu, przykładowe ustawienia, informacje dotyczące zasilania i gwarancji oraz adres producenta. Wszystko napisane czcionką 12-tką. I jeszcze zostało trochę miejsca. Nie wiem naprawdę, po co BOSS dodaje te zadrukowane drobną czcionką książeczki… Minusem jest to, że w szale minimalizacji tekstu wycięto chyba opis dwóch z czterech potencjometrów urządzenia. Nawet, jeśli ich przeznaczenie jest oczywiste, to jakoś przywykłem do kompleksowych manuali. Za instrukcję – 3. Jeśli ktoś nie czytuje namiętnie instrukcji, niech wpisze sobie 4.

Rozdział II: Ingrediencyj dobór dla przednich czarów czynienia konieczny…

[title] Przechodzimy do samego urządzonka. Obudowa jest typowa dla urządzeń Voodoo Lab – płaska, prostokątna, wykonana z aluminium (pewnie z tego co robią promy kosmiczne albo co). Na górnej ściance wprawna ręka wymalowała klimatyczny wzorek (w klimacie imprezy z użyciem środków halucynogenno-odurzających). Na tej samej górnej ściance znajduje się prosty włącznik/wyłącznik, dioda sygnalizująca zasilanie oraz cztery potencjometry sterujące parametrami efektu. Kolejno od lewej są to:

  • SENSITIVITY – nieopisany w instrukcji, a pozwalający miksować sygnał dry z przetremolowanym (skoro może być przesterowany to czemu mamy dyskryminować inne efekty?).
  • SLOPE – opisany wyjątkowo dobrze – umożliwia regulację kształtu fali. Ustawiony na max w lewo daje klasyczne, łagodne tremolo. W miarę kręcenia w prawo, obcięcie sinusoidy staje się coraz agresywniejsze.
  • SPEED – drugi Wielki Nieopisany, równie oczywisty potencjometr. Służy do regulacji prędkości tremolo w zakresie od taaaaaaak woooolnooooo do trrrrrrrrrrrrrrrrr.
  • VOLUME – zwyczajny regulator głośności efektu.

[title] Gniazda wejścia i wyjścia znajdują się na tylnej ściance efektu (lokalizacja chwalona już przeze mnie w teście efektów Fulltone’a), tam też umiejscowiono gniazdo zasilania (klasyczny DC Power Plug, w naszych rejonach zwanie nie wiedzieć czemu bananówką). Co rzuciło mi się w oczy po pierwszym ograniu efektu to brak możliwości sterowania parametrem SPEED za pomocą zewnętrznego urządzenia. W warunkach koncertowych może to być duża wada w przypadku konieczności dokonywania częstych zmian tego parametru.

Za wygląd efektu – mocne 5. Za prostotę sterowników i dobre rozwiązania techniczne byłoby drugie 5, jednak powyższa wada obniża ocenę do 4ki.

Rozdział III: Magyi czynienie, czyli jak moce nieziemskie k’ swym celom zjednać…

Przejdźmy do użytkowania efektu., bo jest co opisywać. Pierwszy kontakt bojowy z efektem jest bardzo pozytywny. Obsługa jest bardzo prosta i intuicyjna, wszystkie parametry są łatwe do opanowania w przeciągu dosłownie kilku pierwszych minut obcowania z efektem. Spektrum osiąganych możliwości całkowicie mnie zadowala – od łagodnego vintage’owego falowania do bardziej radykalnych obcięć fali użytecznych w bardziej współczesnych gatunkach . Efekt jest cichutki, nie dodaje zbyt wielu szumów własnych (te pojawiające się w próbkach generują przystawki znajdujące się stanowczo za blisko stanowczo zbyt siejącego monitora CRT). VL Tremolo jest bardzo „transparentny”, nawet mocna modulacja wpasowuje się dobrze w ogólne brzmienie i nie dominuje całości. Ta cecha Tremolo sprawia, że przy wykorzystaniu masywnego ciężkiego przesterowania, efekt znika całkowicie. Pojawia się dopiero przy wybrzmiewaniu akordów. (tak jak tutaj na przykład). Tremolo doskonale sprawdza się w brzmieniach ambientowych – dodaje im wyrazistości i, co dość oczywiste, pulsu :) W zaprezentowanej próbce, poza Tremolo pojawia się zestaw pierwszej pomocy, czyli delay, autowah i phaser.

Za brzmienie spokojnie wystawiam 5.

Rozdział IV, czyli dawno temu w stepie szerokim (autor przyznaje że nie miał kompletnie pomysłu na fajny tytuł dla podsumowania)

[title] Ogólne wrażenie jakie pozostało mi po spędzeniu z VL Tremolo paru tygodni jest niezwykle pozytywne. Do efektu można się mocno przywiązać :) Dla mnie osobiście jest niezwykle inspirującym sprzętem, pozwalającym podejść do pewnych ogranych już patentów na nowy sposób i ze świeżym spojrzeniem. Jakościowo i brzmieniowo efekt ten plasuje się bardzo wysoko w hierarchii tego typu urządzeń.

Sporym minusem przy używaniu poza domem/studiem jest brak wyjścia na zewnętrzny sterownik prędkości oscylacji – każdorazowe schylanie się po mydło ekchmm do efektu, może być męczące i zostać źle odebrane przez publiczność ;)

Neutralny charakter brzmień może być plusem, może też nim nie być – zależy czego oczekujesz od tremola. Tym, którzy lubią agresywną ingerencję w sound polecam bliższy kontakt z testowanym przeze mnie Moogiem MF-102. Tym natomiast, którzy od tremola oczekują klasycznego zestawu możliwości spokojnie mogę poradzić zainteresowanie się wytworem firmy Voodoo Lab.

 

Za dostarczenie sprzętu i pomoc w przeprowadzeniu testu dziękuję Firmie Muzycznej.

 

Strona producenta: www.voodoolab.com.

 

Skomentuj tekst na forum.