Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Test SPL Track One

25 sierpień 2008 dodany przez Leon

Większość istniejących na rynku firm produkujących profesjonalny sprzęt muzyczny powstaje w wyniku działania pasjonatów owładniętych Ideą stworzenia czegoś wyjątkowego.
Podobnie było ponad dwadzieścia lat temu z niemiecką firmą Sound Performance Lab. Ideą było tworzenie w pełni analogowych urządzeń studyjnych, łączących klasyczne brzmienie ze świeżym spojrzeniem na kwestie techniczne. Jednym z dzieci zrodzonych z tej idei jest testowany dziś preamp mikrofonowy Track One.

Właściwie już w pierwszym akapicie testu pojawia się poważne niedopowiedzenie. Track One nie jest bowiem jedynie preampem, a w pełni samodzielnym torem monofonicznym, zarówno mikrofonowym jak i instrumentalnym, wyposażonym w dużą ilość opcji i możliwości obróbki dźwięku. W związku z podwójnym zastosowaniem tego stripa, dziś właśnie dokonuje się pierwszy na łamach naszego serwisu grupowy test sprzętu. W Najwyższej Komisji Testującej zasiądą zatem: Leon Dobrowolski w podkomisji ds. toru instrumentalnego oraz Patrycja Krysik jako przewodnicząca podkomisji ds. toru mikrofonowego.

[title] Po tym rozprawieniu się z niedokładnością opisu przystępujemy do oględzin urządzenia. SPL Track One robi wrażenie bardzo solidnego i wytrzymałego sprzętu. Solidna obudowa sprosta nie tylko pracy studyjnej, ale zapewne także wymogom trasy. Wszystkie potencjometry mają gumowane gałki, dzięki czemu nie ślizgają się one w palcach i pozwalają na niezwykle precyzyjną regulację. W pudle poza samym Track One znajdziemy także kabel zasilający oraz prostą i przejrzystą instrukcję (niestety w języku angielskim) dostarczającą wszelkich niezbędnych informacji o urządzeniu, a także sporą garść technikaliów mogących przydać się nam w pracy. Całość napisana jest bardzo klarownie i zrozumiałym językiem, jeśli chodzi o kategorię „jakość instrukcji” SPL dostaje 5 pkt. na 5 możliwych. W razie zgubienia czy zniszczenia, instrukcję pobrać można ze strony producenta.


Bez dłuższego zwlekania zabieramy się za zwiedzanie oferowanych nam funkcji, a jest co zwiedzać. Zgodnie z naszą życiową dewizą „nigdy z nurtem, zawsze pod prąd” zaczniemy opis od tylniego panelu.

[title] Pierwsze z lewej strony mamy tutaj gniazdo zasilacza wraz z osłoną bezpiecznika. W tym miejscu chciałbym wspomnieć o kwestii, która przewijała się przez cały czas trwania testu – producent stara się ułatwić nam życie wszędzie gdzie to możliwe, podając właściwe informacje we właściwych miejscach. W tym wypadku, pod osłoną podana jest wartość wykorzystanego bezpiecznika. Przed ewentualną wymianą nie trzeba będzie przetrząsać połowy studia w poszukiwaniu instrukcji i wyszukiwania w niej karty specyfikacji (nie oszukujmy się, kto czyta instrukcje obsługi ot tak, dla zabicia czasu?), wszystko mamy pod ręką. Kolejną pozycją jest przełącznik trafo z zasilania amerykańskiego lub japońskiego na europejskie. Pstryk i już – zamiast 110V, 60Hz mamy 230V i 50Hz.

Dalej tkwi przełącznik GND LIFT odpowiedzialny za rozłączenie uziemienia wewnętrznego od tego z obudowy. Pozwala to uniknąć szumów z pętli masy w przypadku podłączenia Track One do urządzeń o innym potencjale masy. COMP. LINK umożliwia połączenie ze sobą dwóch stripów (np. do jednoczesnej pracy z dwoma kanałami sygnału stereo). Do ustalenia, które ma przejąć funkcję nadrzędną (sterowanie parametrami COMPRESSION, MAKE UP i LIMIT) służy przełącznik MASTER/SLAVE.

[title] AD Input 2 umożliwia wykorzystanie opcjonalnego 24ro bitowego konwertera A/D z częstotliwością próbkowania 96 kHz. Miejsce do instalacji konwertera znajduje się obok, pod płytką ochronną. Poniżej płytki mamy kolejny dowód na troskę producenta o nasz komfort pracy – rozpiska odpowiednich połączeń wtyczek XLR i Jack :)
Ostatnie dwie sekcje to wyjścia i wejścia. Do Track One można wprowadzić sygnał z mikrofonu za pomocą standardowego, trzypinowego kabla XLR lub za pomocą kabla Jack 1. W dokładnie ten sam sposób sygnał jest wyprowadzany. Jednocześnie może być wprowadzany jeden sygnał, aktywacja odpowiedniego toru odbywa się poprzez wybranie właściwej pozycji na przełączniku znajdującym się w sekcji wejść.

Przedni panel jest przykładem na niemiecką dokładność – wszystkie potencjometry i przełączniki pogrupowane są w sekcje i czytelnie opisane. Właściwie bez instrukcji wszystko jest jasne. Wszystkie narzędzia, poza preampem oczywiście, można pominąć po prostu ich nie włączając.

[title] Pierwsza jest regulacja preampu, a właściwie dwóch odrębnych dla toru instrumentalnego i mikrofonowego preampów. Zawiera się ona w potencjometrze wzmocnienia, przełącznika aktywującego wejście liniowe/instrumentalne (wejście mikrofonowe zostaje odłączone), włącznikiem zasilania fantomowego 48V oraz włącznikiem filtra górnoprzepustowego (odcina on częstotliwości poniżej 50Hz w celu wyeliminowania niepotrzebnych przydźwięków). Filtru można używać zarówno dla sygnału z mikrofonu jak i z wejścia liniowego.


Drugi w torze jest DE-ESSER, umożliwiający w niezwykle skuteczny sposób pozbywać się zgłosek syczących (sybilantów). Tu opcji jest niewiele – możemy go włączyć i zdecydować o intensywności redukcji sybilantów. Jednak jest to całkowicie wystarczająca regulacja. Specyficzna dla firmy SPL metoda działania de-esera pozwala korzystać z profesjonalnego efektu jego pracy przy minimalnym wkładzie uwagi w jego regulację.


Kolejną sekcją jest COMPRESSOR/LIMITER. Także tutaj postawiono na wygodę i intuicyjność obsługi, w związku z czym do dyspozycji oddano nam potencjometr COMPRESSION, który jest odpowiednikiem funkcji threshold spotykanej w większości kompresorów oraz MAKE UP, który pozwala odzyskać straty w poziomie sygnału wywołane kompresją. Zgodnie z nazwą sekcji, możemy przełączyć kompresor w tryb pracy limitera, co pozwala uniknąć niespodziewanych i niepożądanych skoków sygnału. Funkcja ta jest bardzo przydatna przy nagrywaniu „na setkę”, można oszczędzić sporo czasu na dublach. Mimo sporej automatyzacji parametrów pracy kompresora, jest to niezwykle sprawne narzędzie

Trzecia sekcja to bardzo specyficzny equalizer, umożliwiający ingerowanie w brzmienie przy pomocy trzech korektorów: LOW BAND, działający w zakresie 30-720 Hz, MID-HI działający pomiędzy 650Hz a 13,7 kHz (przynajmniej wg. instrukcji – panel urządzenia podaje z kolei zakres 740Hz – 15kHz) oraz filtr AIR BAND, odpowiadający za najwyższe częstotliwości (zastosowano tutaj filtr z charakterystyką dzwonu o centralnej częstotliwości wynoszącej 17,5 kHz). W każdym z tych pasm możemy podbić lub wytłumić wybraną częstotliwość o odpowiednio +/- 14, 12 lub 10 dB. W praktyce kontrolowanie tego elementu urządzenia jest najmniej intuicyjne i wymaga poświęcenia chwili czasu na przyzwyczajenie się.

Ostatnią sekcją jest OUTPUT & METERING która zawiera w sobie bodaj nie najciekawszą możliwość w urządzeniu – kompaktowych rozmiarów wyświetlacz LED pozwalający na wizualną kontrolę kilku niezwykle istotnych funkcji. Po pierwsze dzięki wskazaniom wyświetlacza (PPM OUTPUT) możemy ustalić właściwy poziom sygnału na wejściu (potencjometr OUTPUT musi być w pozycji 0dB, a wszystkie sekcje stripa wyłączone). Wszelkie zmiany wartości wypracowanego sygnału, które niechybnie pojawią się po zastosowaniu kompresji czy korekcji możemy zniwelować za pomocą rzeczonego pota OUTPUT. Zmiany wprowadzane w sygnał przez kompresor obserwować możemy na znajdującym się poniżej wyświetlaczu GAIN REDUCTION.

Po drugie na wyświetlaczu mamy do dyspozycji trzy diody:

  • S-Det. – reaguje na pojawianie się sybilantów. Jest sprzęgnięta z de-eserem, działa więc tylko gdy jest on włączony.
  • Clip – pokazuje momenty, w których sygnał przesterowuje sygnał. Dzięki modułowej konstrukcji urządzenia, drogą eliminacji poszczególnych elementów (wyłączania sekcji) można określić, na którym etapie pojawia się clipping.
  • Sig. – jest najszybszą metodą by sprawdzić czy aby na pewno wszystko jest właściwie podłączone. Na wyświetlaczu zobaczymy każdy sygnał przekraczający -50dB.

[title] Po karkołomnym zadaniu, jakim było opisanie wszystkich opcji urządzenia, przechodzimy do najprzyjemniejszej części każdego testu: użytkowania :)
Do preampu podłączaliśmy różne sprzęty, zgodnie z zasadą „w tym domu znajdzie się wszystko”. Poza lampowym mikrofonem Groove Tubes GT60 użyliśmy też dynamicznych mikrofonów Shure, natomiast tor instrumentalny znieść musiał bliższy kontakt z każdą znajdującą się pod ręką gitarą.

Wnioski są dość krótkie – opanowanie obsługi urządzenia, pozwalające na w miarę swobodną pracę jest banalnie proste. Komfort pracy jest duży, bo wszystko działa tak jak powinno i jest dostępne na wyciągnięcie ręki. W przypadku mikrofonów zaobserwowaliśmy wyraźne „otwarcie” soundu. Ścieżki nagrane za pomocą tego preampu były wyjątkowo klarowne i czytelne, w brzmieniu dominował środek i górka, co nie oznacza jednak suchego czy przejaskrawionego brzmienia. W czasie pracy z mikrofonem lampowym zauważyliśmy skok poziomu szumów.

Gitary zabrzmiały bardzo przyjemnie już przy wyłączonej korekcji. Szczerze mówiąc, gitara była pierwszą rzeczą którą wpiąłem w Track One w celu sprawdzenia działania. Patrycja mogła się pobawić dopiero następnego dnia, kiedy poszedłem do pracy. Ostatni raz tak świetnie współpracujący ze stratocasterem sprzęt słyszałem gdy podpinałem go pod lampowy piec Fendera. Siódemka strojona do A produkowała bardzo czytelny i wyrazisty sound, idealnie sprawujący się w figuracyjnych partiach podkładowych i masywnych akordach granych arpeggio. Les Paul strojony do D również dostał bardzo mile łechczącego w brzuchu kopa – typowe dla mahoniu ciemne i tłuste brzmienie nabrało większej czytelności. Oczywiście cały czas mówimy tutaj o układzie gitara-preamp-końcówka-paczka. W czasie testowania tego stripa nie ucierpiał żaden overdrive :)

Pierwsze wrażenie nie opuściło nas do ostatnich minut użytkowania Track One, niesamowita intuicyjność pracy sprawiła, że była ona prosta i efektywna nawet dla typowego gitarzysty jakim niewątpliwie jestem (czyt. osobnika o inteligencji porównywalnej z opuncją). Dostarczone narzędzia mimo sporej automatyzacji pracują znacznie lepiej niż poprawnie, de-esser jest najlepszym z jakim dane było nam się zetknąć.

Podsumowanie jest w tym wypadku bezproblemowe. SPL Track One jest w pełni profesjonalnym torem sygnałowym idealnie realizującym ideę tworzenia tego typu urządzeń: za niewysoką cenę otrzymujemy doskonałą jakość i wysoki komfort pracy. Możliwość rozbudowania stripa o konwerter AD lub transformatory Lundahla poprawiające parametry pracy i sprawność toru mikrofonowego są dodatkowym atutem. Nawet w wariancie „full opcja” jest to wybór nie drenujący dramatycznie kieszeni. Stosunek cena jakość są bardzo zadowalające.

Minusem może być duży stopień automatyzacji. Jakkolwiek dla nas był zaletą, jeśli jesteś maniakiem kontroli, lub wizja automatycznego kompresora dotycząca brzmienia rozmija się z twoją, urządzenie to zdecydowanie nie jest dla ciebie. Jeśli natomiast musisz pracować szybko i nie masz czasu lub ochoty spędzać połowy dnia na regulowaniu każdego możliwego parametru, tudzież potrzebujesz dobrego urządzenia do pracy live, koniecznie sprawdź tą opcję.
W przypadku gdy nie masz nic wspólnego z realizacją dźwięku a przygoda z muzyką ogranicza się do umiejętności zagrania „Wlazł kotek na płotek” na jednej (jedynej!) strunie gitary sąsiada, możesz zakupić Track One w celach dekoracyjnych. Po zgaszeniu światła podświetlane przyciski i wyświetlacz nadają pomieszczeniu wyjątkowego klimatu :)

Na koniec pozwolę sobie przytoczyć słowa pewnego znajomego realizatora dźwięku, który na moje rozpływanie się nad jakością i solidnością Track One („widać że niemiecka technologia!”) powiedział jedynie „no proste:)”.

Strona producenta:www.soundperformancelab.com
Strona dystrybutora:www.musictoolz.pl

Tradycyjne dziękczynienia wysyłamy do świetnych ludzi z ekipy MusicToolz.


Skomentuj test na forum.