Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Test - SPL Cabulator

13 luty 2011 dodany przez Leon

Czas temu jakiś miałem okazję testować dość ciekawe urządzenie, pozwalające oszczędzać słuch oraz poprawiać kontakty z sąsiadami, mianowicie SPL Transducer. W rok po premierze tego cuda, firma SPL poszła za ciosem i wypuściła w świat kolejne urządzenie służące do tego samego zbożnego celu. Dziwnym nie jest, że sprzęt ten trafił do naszej redakcji, i właśnie zaczynacie czytać jego recenzję. Załóżcie więc ciepłe papucie, zaparzcie kubek ulubionego napoju i zaczynamy zabawę.

Jak łatwo zweryfikować (Internet nie wybacza i nie zapomina) Transducer był rackowym urządzeniem, służącym do bezbolesnej rejestracji gitar z użyciem ulubionego pieca, bez konieczności używania zatyczek do uszu i barykadowania drzwi. W momencie, w którym pojawił się na rynku, konkurencja w tej dziedzinie była stosunkowo niewielka. Dodatkowym problemem była jego dość bolesna cena – w przypadku homerecordingu i małych studiów projektowych, koszt urządzenia (plasujący się na poziomie całkiem niezłej paczki 4x12) skutecznie zniechęcał potencjalnych użytkowników. Stąd więc decyzja o wypuszczeniu kolejnego urządzenia z przeznaczeniem bardziej scenicznym wydaje się logiczna. I tak właśnie reklamowany jest Cabulator – jako tłumik mocy oraz symulator kolumny głośnikowej do nagrywania liniowego (w tej właśnie kolejności). A jak ma się marketing do rzeczywistości?

Trzeba przyznać, że całkiem nieźle. Tym razem zacznę test od zadniej strony – naprzód wrażenia pana redaktora. Cabulator jest urządzonkiem wygodnym w obsłudze, intuicyjnym (chociaż mocno rekomenduję przeczytanie instrukcji obsługi, dla dobra Waszych ukochanych stuwatowych monstrów) i jak na mój gust dającym znacznie przyjemniejsze dla ucha efekty. Inna niż w wypadku poprzednika konstrukcja umożliwia z rozdzielnego korzystania z obu funkcji. W obu sprawdza się bardzo sympatycznie, chociaż jednoznaczne ocenienie wpływu tłumika mocy na brzmienie wymagałoby użycia poważnego sprzętu pomiarowego.Do testów użyliśmy dwóch headów o niewielkiej mocy, które używane w wariancie „full blown 30W” zamieniają każde pomieszczenie w strefę zagrożenia dla słuchu. Testową paczką był Marshall 1960 straight. Przy pewnym poziomie głośności dudniący dół oraz jazgocząca góra robią uszom na tyle poważne kuku, że ciężko ocenić czy ich zniknięcie po podpięciu Cabulatora to jego wpływ, czy po prostu zasługa znacznie niższego poziomu decybeli. Niemniej w obu wypadkach charakter i dynamika brzmienia wzmacniaczy nie uległ zmianie, zmieniły się jedynie proporcje EQ. Po konsultacjach z pewnym użytkownikiem tego ustrojstwa możemy postawić tezę, że Cabulator wpływa na dół pasma. W taki sam sposób, jak różne modele paczek :)

[title] A teraz ociupinka technikaliów. Jak już pisałem (wielokrotnie), Transducer był urządzeniem rackowym. Cabulator natomiast jest staromodnie wyglądającą skrzyneczką na gumowych nóżkach. W sam raz do postawienia na wzmacniaczu (lub jeśli taka wola na telewizorze lub lodówce). Jedną z pierwszych rzeczy, które usłyszałem od dystrybutora na temat tego cuda było to, że ma uproszczone w stosunku do poprzednika sterowanie. Szybki rzut oka na front obu urządzeń pozwala ocenić, że jest tak faktycznie. Dwa duże potencjometry oraz dwa miniswitche to ogromne ułatwienie w stosunku do trzech potów i czterech przełączników Transducera ;) Jednak żarty na bok, obsługa Cabulatora jest naprawdę prosta, niezależnie od tego jak zamierzamy go używać.

Dwa potencjometry to:
- Power Soak. Czyli sekcja reduktora mocy. Pozwala na precyzyjne ustalenie ilości watów, jakie odparujemy do atmosfery pod postacią ciepła, a jaką zasilimy kolumnę głośnikową. Potencjometr stawia opór przy regulacji, więc nie ma obaw, że przypadkiem się ogłuszymy, lub nagle skręcimy głośność za bardzo.
- Speaker Voicing. Czyli sekcja emulatora paczki. Pozwala ustalić stopień wysterowania wirtualnego głośnika. Z moich obserwacji naprawdę fajnie robi się kiedy pot jest ustawiony powyżej 70 % zakresu. Nie po to jest się gitarzystą rockowym żeby szanować głośniki. Nawet jeśli ich nie widać ;)
Przełączniki natomiast pozwalają nam wybrać typ paczki (otwarta/zamknięta) oraz jej charakter (modern/vintage). Tutaj moim zdecydowanym faworytem jest kombinacja „otwarta paczka typu vintage”. Tryb modern ma irytującą tendencję do kompresowania brzmienia, a zamknięta paczka brzmi dla mnie jak przez ścianę.

[title] Zaglądamy na panel tylni i stajemy przed czterema gniazdami, opisanymi jak zwykle w produktach SPL standardowo oraz „do góry nogami”. Kolejno są to:
- wtyk zasilacza 9V. Urzekające jest podanie na obudowie wymagań, jakie musi spełniać zasilacz. Oczywiście rekomendowane jest użycie oryginalnego źródła prądu, ale fakt, że producent podaje takie informacje (i nie trzeba w ich poszukiwaniu wertować instrukcji) dobrze świadczy o producencie, nieprawdaż?
- D.I. Out. Służy do podłączenia Cabulatora do interfejsu audio. Po raz kolejny wszystkie żywotne informacje dostajemy na tacy. Włącznie z tym, jak ma być polutowany kabel.
- Speaker In. Tutaj zawodzą nawet najlepsi wodolejcy. Po prostu tutaj wtyka się kabelek z pieca do kolumny. Uwaga! 100W max i jedynie 8 omów, jeśli chcecie uniknąć efektów specjalnych.
- Soak Output. Bezpośrednio powiązany ze Speaker In. Tą dziurką wylewa się prąd do skrzynki z głośnikami. Mile widziany porządny, kolumnowy kabel.

I to już wszystko – faktycznie obsługa Cabulatora nie powinna nastręczać trudności nawet najbardziej technicznie „uzdolnionemu” gitarzyście. Z ciekawostek można dodać jeszcze, że nóżki są idealnie dopasowane wysokością, aby nie zawadzać o górną rączkę wzmacniacza. Oraz może to, że uchwyt do przenoszenia Cabulatora jest w instrukcji reklamowany jako świetne miejsce do przechowywania zapasowych kostek. Ech to niemieckie poczucie humoru…

Skoro omówiliśmy ogólne wrażenia oraz obowiązkową porcję opisów tego, co i tak widać na zdjęciach, możemy rzucić szybko uchem na różnice pomiedzy trybami pracy Cabulatora. Próbka została zarejestrowana za pomocą wzmacniacza MG Vintage 30 i gitary Kania Les Paul z pickupami Merlin MP-90. Po kolei mamy: tryb Vintage, paczka otwarta i zamknięta oraz tryb Modern, paczka otwarta i zamknięta.

 

open closed vintage open closed modern mono.mp3

Na koniec zostawiłem sobie parę wniosków z mojego obcowania z nowym SPLem (jakbym dotychczas nie zanudzał Was swoją opinią). Urządzenie jest znacznie przyjemniejsze w obsłudze od swojego poprzednika. Nie jestem do końca przekonany o wygodzie użytkowania live czegoś, czego nie można wsadzić w rack ani zapakować w case razem z piecem, ale do postawienia na półeczce nadaje się idealnie. Uchwyt może faktycznie jest świetnym miejscem do trzymania kostek, ale ile razy miałem przenieść Cabulatora z miejsca na miejsce robiłem to z wykorzystaniem obu rąk. Bałem się po prostu, że egzemplarz testowy zakończy swój żywot na ziemi. Jeśli chodzi o użyteczność tego urządzenia… Na pewno jest to ciekawe rozwiązanie, i jeśli chcesz używać swojego pieca do nagrywania, a nie masz ku temu warunków lokalowych to można się pokusić o sprawdzenie tej opcji. Zwłaszcza, że w pakiecie dostajesz bardzo poręczny tłumik mocy. Jednak w dobie darmowych amp i cabsimów, umożliwiających realizację na naprawdę wysokim poziomie, obawiam się, że urządzenie tego typu znajdzie odbiorców jedynie pośród poważnych muzyków i realizatorów z poważnym zasobem finansów. Jeśli poczuwasz się do przynależności do tej grupy – polecam.

 

Za udostępnienie sprzętu do testów dziękujemy firmie Music Toolz, zdjęcie tyłu urządzenia pobrane ze strony producenta.