Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Test porównawczy efektów Fulltone '70, Octafuzz i Ultimate Octave

24 czerwiec 2008 dodany przez Leon

Są takie chwile w życiu każdego muzyka, kiedy musi przewartościować swoje dotychczasowe poglądy na kwestie sprzętu i brzmienia. Bywają to chwile bolesne, często cierpi nasze wypieszczone ego, ale wysiłek z reguły się opłaca – zdobywamy nowe doświadczenia i ćwiczymy nasze bezcenne uszy. Dla mnie taka chwila nadeszła jakieś trzy miesiące temu, kiedy po wielu latach ostentacyjnego ignorowania, zauważyłem i doceniłem brzmienie fuzzów.

W związku z powyższym dość szczęśliwym wydaje mi się fakt, że mnie właśnie zaproponowano testowanie trzech efektów tego typu ze stajni Fulltone. Marki przedstawiać nie trzeba chyba żadnemu gitarzyście, ale nadmienię, że jest to jedna z tych firm, które kojarzą się ze słowami „profesjonalizm”, „jakość” oraz „uchhhh”. To ostatnie pojawia się z reguły po doczytaniu przez nas ceny wybranego efektu. Przypadek dość częsty w przypadku zakupu sprzętu z najwyższej półki, a do takiej niewątpliwie firma Fulltone się zalicza. Czy więc warto wydawać niemałe pieniądze na testowane efekty? Odpowiedź na końcu testu!

 

Wszystkie efekty przychodzą do nas w prostym kartonowym opakowaniu ozdobionym naklejką wykonaną „w klimacie” designu znajdującego się w środku efektu. Z trzech przyjemnie ciężkich paczuszek na pierwszy ogień poszła ta z granatową naklejką i wiele mówiącą nazwą:

’70 – silicon-powered fuzz

[title] Po otwarciu pudełka oczom naszym ukazuje się pancerna stalowa obudowa pomalowana granatową farbą (o wdzięcznej nazwie „deep blue”). Sterowanie, jak przystało na efekt w klimacie „vintage”, nie jest zbyt rozbudowane – do dyspozycji mamy gały Volume, Mids i Fuzz odpowiadające kolejno za głośność, regulację środka pasma i nasycenie efektu. Poniżej potencjometrów znajduje się dioda sygnalizująca działanie oraz włącznik/wyłącznik efektu. Zarówno gniazdo zasilacza (9V DC) jak i wejście i wyjście znajdują się na tylniej ściance urządzenia (bardzo wygodny patent, pozwalający na ułożenie efektów jednego przy drugim we floorboardzie – rzecz niewykonalna z efektami posiadającymi wejścia i wyjścia na ściankach bocznych). Poza zasilaniem sieciowym możliwe jest także zasilanie baterią. Aby zainstalować dziewięciowoltową baterię konieczne jest odkręcenie czterech śrub znajdujących się na spodzie efektu i otwarcie całej obudowy. Niezbyt praktyczne w warunkach bojowych. Jeśli nie chcemy prezentować na scenie naszej biegłości w posługiwaniu się śrubokrętem, sugeruję zmieniać baterie dość często. W związku z tym, że wszystkie trzy efekty mają odwrotną niż w kostkach Bossa czy Ibaneza polaryzację, zastosowanie baterii może być dobrym pomysłem, jeśli nie mamy w floorboardzie miejsca na drugi zasilacz (fuzzy nie mają takiego poboru prądu jak np. delaye – jedna bateria spokojnie starczy na paręnaście godzin pracy).

Do testu tego jak i pozostałych efektów użyłem gitar Cimar strat (japoński stratocaster z 82 roku) oraz instrumentów lutnika Krzysztofa Kani – Les Paula (z aktywnymi przetwornikami) oraz jesionowej kopii modelu MM JP (z pasywnymi pickupami DiMarzio). Wzmacniacze testowe to Marshall JCM 900 oraz modyfikowana Laboga Raduli. Pro forma podłączyłem kostki także do mojego setupu wykorzystującego PODa XT i oczywiście nie zawiodłem się – nie próbujcie tego w domu. Dla lubiących detale – kable Proel Die Hard.

Po psychicznym przygotowaniu sąsiadów i zaopatrzeniu się w odpowiednią ilość wspomagaczy oraz zaproszeniu kolegi gitarzysty celem weryfikacji doznań słuchowych mogłem już przystąpić do testów.

Powiem od razu – ten efekt zmiótł mnie z nóg i gdybym na codzień nie używał cyfrowego preampu to na bank zostałby u mnie na stałe. Przy wykorzystaniu jak główne przesterowanie dostajemy łatwy w kontrolowaniu nawet przy dużej głośności fuzz o skali od lekkiego „drapania” po tłusty, gęsty przester.
Skrzydła jednak efekt ten rozwija przy zastosowaniu jako dopalacz piecowego overdrive’u. Jeśli chcecie wiedzieć, o co mi chodzi posłuchajcie dowolnego nagrania Erica Johnsona - podejrzewam, że bliżej brzmienia tego czarodzieja gitary podejść się nie da.

Przy zastosowaniu dowolnej kombinacji gitar i wzmacniaczy uzyskiwaliśmy za każdym razem zaokrąglone, nosowe brzmienie, idealne do solówek i figuracyjnych partii rytmicznych. Korekcja średnich tonów jest bardzo szeroka - położenie minimum daje nam skupione i niezwykle suche brzmienie (raczej bez wartości użytkowych w normalnych warunkach, ale czasem tak ekstremalna korekcja może być przydatna), z kolei ustawienie powyższe 3 daje szerokie jak Missisipi potężnie uwypuklone brzmienie, które nigdy nie zniknie w miksie. Łatwo też z grzecznego ustawienia koloryzującego brzmienie, przeskoczyć w dziki i nieokiełznany ciąg wycia i jazgotu. Wybitnie ciekawa zabawka.

Drugi w kolejce znalazł się błękitny braciszek ’70, czyli:

Octafuzz

[title] Krótki opis znajdujący się na pudełku właściwie mówi wszystko – „tychobrache-style octave-up + massive fuzz”. Jest to fuzz zbudowany w oparciu o używane przez Jimiego Hendrixa kostki Tychobrache Octavia. Mike Fuller w opisie efektu na swojej stronie przyznaje wręcz otwarcie, że Octafuzz jest kopią tych legendarnych urządzeń.

Zgodnie z nazwą w jednym pudełku otrzymujemy zarówno fuzza jak i octaver. Obudowa jest identyczna jak w ’70 jeśli chodzi o rozmieszczenie elementów, inne są natomiast możliwe do regulowania parametry. Paradoksalnie mimo „podwojenia” ilości efektów do dyspozycji oddano nam jedynie dwa potencjometry oraz switcha przełączającego między samym fuzzem a octave fuzzem. Potencjometry odpowiadają za głośność (Volume) oraz za nasycenie fuzzem (Boost).

Zakres uzyskiwanych brzmień jest zdecydowanie inny niż w przypadku ’70. Octafuzz jest bardziej jazgoczący i agresywny. Jeśli ’70 można porównać (w moich ulubionych ustawieniach) do ciastka z kremem to Octafuzz jest zdecydowanie piekielnie ostrym burrito.

Jeśli chodzi o mnie, nie jestem specjalnym miłośnikiem ostrych potraw i ten efekt także nie przypadł mi zbytnio do gustu. Zakres regulacji brzmienia jest niewielki, właściwie dostajemy jedno brzmienie, w którym regulujemy jedynie intensywność efektu. Sytuacja zmienia się odrobinę, gdy do fuzza dokładamy octaver – całość nabiera głębi i intensywności, nie tracąc jednak ani odrobiny pikantności.

Efekt ten pozostawił u mnie mieszane uczucia – jeśli komuś zależy na klasycznym fuzzowym brzmieniu powinien się zainteresować Octafuzzem (znalazłem co najmniej kilku, ciekawie i dobrze brzmiących użytkowników tego efektu na youtube.com, poza tym używa tego efektu przynajmniej kilku lubianych przeze mnie gitarzystów, m.in. Stevie Salas i Scott Henderson), mnie jako osobnikowi używającego fuzza w stylistykach dalece odbiegających od klasycznego rocka/blues rocka możliwości oferowane przez tą kostkę są zdecydowanie niewystarczające.

Lekką zgagę wywołaną Octafuzzem postanowiłem zaleczyć przyglądając się bliżej ostatniemu z otrzymanych efektów. Zdecydowanie mroczniejszy wygląd i konkretna waga mówią nam, że na stół wjechało danie główne, czyli

Ultimate Octave

[title] Z tym efektem nie ma żartów, informuje nas o tym jak zwykle życzliwy producent: „distortion/fuzz with footswitchable super-loud octave-up”. Brzmi poważnie i taki też jest ten efekt. Moim skromnym zdaniem ostatnie słowo technologii w dziedzinie fuzzów, ale po kolei.

Obudowa jest inna niż w przypadku poprzednich dwóch efektów. Wymuszone jest to zastosowaniem dwóch włączników/wyłączników – jeden odpowiedzialny jest za włączanie i wyłączanie efektu, drugi natomiast włącza octaver.

W sekcji sterowania dostajemy potencjometry Volume, Tone i Fuzz, oraz switch Fat/Bright. Przeznaczenie potencjometrów jest raczej oczywiste, switch natomiast daje nam niezwykle użyteczne podbicie środka (w ustawieniu „Fat”) lub podbicie wysokich i niskich częstotliwości przy wycięciu środka (ustawienie „Bright”), dając w efekcie skrajne możliwości brzmieniowe – od potężnego, masywnego ryku (po włączeniu tej opcji podczas grania na Marshallu czułem niezwykle przyjemne łopotanie nogawek spodni) po agresywny i drapiący warkot. Co ciekawe, w opcji Bright brzmienie nie staje się „cieńsze” jak często dzieje się po włączeniu podbicia wysokich tonów. Zachowuje swój potężny charakter, tracąc jedynie część dudnienia obecnego podczas grania w pozycji Fat.

Kiedy już nasyciłem swoje potrzeby grania ciężko i kwintowo zrobiłem użytek z switcha Octave-Up. Efekt był natychmiastowy i powalający. Tak świetnego Octave fuzza nie słyszałem nigdy w życiu, ani na żywo, ani na nagraniach. Tłuste i gęste brzmienie fuzza/distortiona nabrało nowej głębi, partie solowe brzmiały potężnie i bardzo specyficzne, a podciągi z wykorzystaniem dwóch strun sprawiły, że delikatne heavymetalowe serce kolegi zadrżało (efekt rozstrojenia dźwięków octaverem jest czymś co nie każdy lubi, ale ja jako zdeklarowany sadysta wprost uwielbiam).

Trzeba przyznać uczciwie – ten efekt zabierze nas dokładnie tam gdzie chcemy niezależnie od tego czy mamy ochotę na vintageowe melodie czy industrialne riffowanie.

Jeśli więc mam odpowiedzieć na pytanie postawione na początku tekstu to zdecydowanie mówię „Tak”. Dla poszukiwaczy brzmieniowego Świętego Graala każda z tych kostek będzie nielada gratką, oferując niebanalne i inspirujące brzmienia w różnych stylistykach i zastosowaniach.
’70 uważam za jazdę obowiązkową dla poszukujących efektu, który będzie przysłowiową wisienką na torcie ich brzmienia solowego.
Octafuzz może być tym, czego szukają miłośnicy brzmień hendrixowskich. Warto też zauważyć, że w tym wypadku Octafuzz jest rozwiązaniem ekonomicznym – oryginalne Octavie kosztują na rynku wtórnym powyżej 1000 $.
Ultimate Octave za to polecam ogólnie wszystkim posiadaczom porządnego lampowego pieca, którym brakuje tego nieuchwytnego „czegoś” w przesterach – efekt sprawdzi się w niemal każdym nietypowym zastosowaniu.

W chwili, gdy większość gitarzystów używa przesterów firm popularniejszych firm wykorzystanie którejś z kostek z arsenału Fulltone’a może stać się naszą wunderwaffe w walce o niepowtarzalne brzmienie.

P.S. Oczywiście każda z tych kostek ma True Bypass, co na pewno ucieszy każdego truebypassowego zboczeńca, których niemało wśród gitarzystów.

[title]

Za pomoc w przeprowadzeniu testu chciałem podziękować dystrybutorowi efektów Fulltone, firmie MUSICTOOLZ oraz Maćkowi Mierze i Krzyśkowi Hojeńskiemu.

 

 

Skomentuj test na forum