Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Test Jim Dunlop UV-1 Uni-Vibe

10 październik 2008 dodany przez dom?n

W życiu każdego mężczyzny jest taki moment, że zaczyna grać bluesa, sprzedaje wszystkie zabawki i kieruje się w stronę klasyki. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść patrząc na ceny poszczególnych gitarowych gratów na pewnym znanym zagranicznym portalu aukcyjnym.

 

Uni-Vibe, o którym dziś będzie mowa stał się sławny poprzez wspomnianego znanego i lubianego szarpidruta, jego Machine Gun bez UV nie byłby dziś tą samą piosenką. Podobnie ma się sprawa z największym przebojem niejakiego Robina Trowera, czyli „Bridge of Sighs”. I w zasadzie tu można by skończyć test poniższego urządzenia... no, może jednak pojedziemy dalej.

[title] W założeniu Uni-Vibe miał symulować dźwięk gitary podłączonej pod kolumnę Leslie, czyli swoiste vibrato, phaser chorus i tremolo w jednym opakowaniu. Najkrócej mówiąc miał udawać wirowanie głośnika, razem z powstającym przy tej okazji efektem Dopplera (więcej o Leslie tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Leslie_speaker). Niestety, pod koniec lat 60-tych kiedy konstruowano oryginalny UV efekty stereo w ogóle nie istniały, w związku z czym trzeba było obejść się monofonią. Jak łatwo się domyśleć – wynik raczej trochę odbiegał od prawdziwego brzmienia... co wcale nie przeszkodziło mu stać się z miejsca absolutnym klasykiem.

Po czterdziestu latach od skonstruowania pierwowzoru mamy na rynku około czternastu tysięcy dwustu pięćdziesięciu siedmiu wariacji na temat oryginału, który podzielił los klasyków i stał się obiektem kolekcjonerskim (co za tym idzie: osiąga ceny z kosmosu). Prawa do nazwy Uni-Vibe wykupiła firma Jim Dunlop, znana z rekreowania efektów używanych przez Jimiego Hendrixa. W porównaniu z pierwotnym wcieleniem zdecydowanie się zmniejszyła, nie jest zasilana bezpośrednio z sieci i nie wymaga już używania zewnętrznego pedału do kontrolowania prędkości (chociaż jest taka możliwość, niestety pedał jest sprzedawany osobno).

[title] Obudowa jest zbudowana niezwykle solidnie, nie ma tu ani śladu plastiku poza ozdobną płytką na górze i gniazdem zasilania 18V – co może sprawiać pewne problemy, bo większość dzisiejszych kostek jest zasilana napięciem o połowę mniejszym. Do deptania mamy dwa metalowe przełączniki, odpowiedzialne za włączenie efektu i wybór trybu pracy - chorus/vibrato. Każdy z osobną diodą, czerwoną dla on/off i czerwono-zieloną dla wyboru trybu. Niestety, żadna z diód nie pulsuje w rytm oscylatora LFO, co spotkać można np. w Rotovibe, i jest niesamowicie wygodną sprawą. No cóż, nie można mieć wszystkiego... Do kontrolowania dźwięku służą trzy pokrętła – Speed, Volume i Intensity. Zakres prędkości zaczyna się od wolnego przemiatania, a kończy się na dość szybkim przemiataniu. Potencjometrem Volume regulujemy (niespodzianka) głośność efektu, przy maksymalnym rozkręceniu podbijamy sygnał do 120% (3dB). Pokrętło Intensity odpowiada za proporcje oryginalnego i przetworzonego sygnału. Z tyłu obudowy znajdują się gniazda Input, Output, gniazdo wspomnianego pedału prędkości, gniazdo zasilacza i malutki przełącznik brzmienia całego efektu. Ukryte pod hasłem vintage brzmienie jest nieco bardziej nosowe, jakby spadek jakości dźwięku. W tyn trybie dźwięk przypomina trochę odbicia analogowych delayów – przytłumione i jakby cieplejsze. Który lepszy – nie da się powiedzieć. Kwestia gustu.

Sam efekt brzmi dość specyficznie. Chorus brzmi grubo, ciepło (nawet bez wciśniętego switcha 'vintage') i zdecydowanie inaczej niż nowoczesne sterylne chorusy. Ciężko porównać go do czegokolwiek, ze wszystkich takich kostek jakie miałem okazję ograć najbliżej był Polychorus ze stajni Electro-Harmonix, chociaż EHX je [title]
dnak różnił się i możliwościami, i charakterem. Niemniej jeśli ktoś jest ciekaw, wystarczy posłuchać jak brzmi Robin Trower – to właśnie sound chorusa z Univibe. Tryb Vibrato brzmi podobnie, chociaż zasada działania jest nieco inna. Ciężko jest określić czym różni się od innych efektów vibrato, skoro każdy opiera się na tym samym – cyklicznym podwyższaniu i obniżaniu wysokości dźwięku. Jedyne co w tym trybie mi się nie podoba, to niewielki zakres regulacji amplitudy wibracji – można by pójść trochę dalej w stronę psychodelii, jak np. w EHX XO Clone Theory, gdzie zakres był sporo większy... Ale i tak jest to bardzo przyjemne, stonowane vibrato. Dla tego trybu w zasadzie zainteresowałem się Uni-Vibe, ale dopiero dorwanie go w moje łapska wyprowadziło mnie z błędu – ten chorus jest niesamowity! Organiczny jak biologia w podstawówce, ciepły jak browar z Biedronki i inspirujący jak Twój Weekend. Jeśli ktoś jest fanem kombajnów, efektów cyfrowych oferujących miliony brzmień może nie znaleźć w tym efekcie niczego szczególnego, mało tego Uni-Vibe jest już rekreowany w większości symulatorów efektów modulacyjnych więc nie będzie pewnie nawet niczym nowym. Ale jeśli masz słabość do mitycznego analogowego ciepła, UV (i jego rekreacje) jest obowiązkowym przystankiem do odwiedzenia. 

PRÓBKI DŹWIĘKU:

univibe1.mp3

univibe2.mp3

univibe3.mp3

univibe4.mp3


[Pearl LP Custom (EMG 81/85) -> Uni-Vibe -> POD 2.0 -> komp]

ZALETY:

  • brzmienie
  • wykonanie
  • nieskomplikowana,intuicyjna obsługa

WADY:

  • niewidoczność w Polsce (pozdrowienia dla firmy Music Dealer, dystrybutora Dunlopa w PL)
  • cena
  • dość mały zakres intensywności vibrato
  •   ietypowe zasilanie 18V