Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Test Bash Sidewindera Dorico+

19 październik 2008 dodany przez Anonim

Jest na naszym rynku kilku konkretnych gości robiących świetne, klasowe wzmacniacze gitarowe dla osób poszukujących własnego, niepowtarzalnego brzmienia. Każda z nich proponuje nam dowolną konfigurację opcji wg własnych upodobań. Opisywany poniżej head gitarowy różni się jednak od swych kolegów z branży, a to za sprawą tego, że jest robiony jako jedna całość, w której wykonawca nie robi „customizacji” dla każdego. Czy to dobrze, czy źle? Wg mnie jest to zamierzone i bardzo przemyślane posunięcie z tego prostego względu, że ograniczenie dowolności wyboru parametrów pod siebie powoduje iż wzmacniacz zawsze brzmi genialnie, co od początku produkcji było zamierzeniem wykonawcy.

W przypadku innych polskich manufaktur, które pozwalają na dowolną konfigurację produktu nie zawsze jakość idzie w parze z brzmieniem, gdyż często z prób zrobienia czegoś świetnego według wymagań klienta niestety wychodzi kupa.

Jest w Warszawie pewien gość, który swą pasję tworzenia wzmacniaczy gitarowych doprowadził to takiego stanu, że jego wytwory bezproblemowo mogą konkurować z takimi gigantami jak Mesa czy Engl. Pisząc to z całą odpowiedzialnością, przedstawiam Wam Bash Manufacturing. Jest to jednoosobowa manufaktura robiąca wzmacniacze gitarowe najwyższych lotów, które pod względem jakości wykonania, zastosowanych podzespołów i co najważniejsze brzmienia, mogą stać łeb w łeb z największymi w branży, a często nawet przewyższać ich znacznie.

Stojąc przed gigantycznym dylematem czy zainwestować w oklepane heady czy skłonić się ku mniej znanym rozwiązaniom, po namowie kolegi z uczelni postanowiłem zainwestować swoje pieniądze w Sidewinder’a Dorico+ ze stajni Bash Manufacturing.

Zamówienie

Po dokładnym omówieniu i wytłumaczeniu przez Szymona (producent Sidewinder’a) wszystkich kwestii związanych ze wzmacniaczem, dokonałem wpłaty pieniążków na jego konto i rozpocząłem najdłuższe w swoim życiu 2 miesiące. Któregoś dnia dostałem maila z informacją, że head jest zrobiony i czeka na odbiór w Warszawie. Po wykonaniu telefonu postanowiłem odebrać go osobiście, by uniknąć niepotrzebnych pierdów związanych z załatwianiem kuriera itp., itd. Przyjechałem do Wawy i od razu moim oczom ukazał się pełen profesjonalizm Szymona, który zaproponował niezwłoczne ogranie head’a by sprawdzić setny raz, czy sprzęt chodzi jak należy. Do rzeczy…

[title] Sidewinder Dorico+ jest 100 watowym ręcznie wykonanym wzmacniaczem lampowym. Całą konstrukcja zrobiona jest z dbałością o każdy szczegół. Obicie i okucia są precyzyjnie umieszczone, nie ma tu miejsca na tandetę. Co od strony technicznej ten potwór posiada? Otóż będąc zwolennikiem minimalizmu we wzmacniaczach gitarowych muszę powiedzieć , że posiada wszystko co powinien. Jest to 100 watowy, dwukanałowy head posiadający przełącznik redukujący moc wzmacniacza ze 100 na 50 wat. W opcji producenta jest jeszcze możliwość zamówienia redukcji na 10 wat. Do tego na tylnym panelu, aktywna pętla efektów, wyjście do nagrywania z regulacją głośności gniazda, wejście na footswitch. 4 wyjścia na kolumny – 2x8 ohm (2x16) oraz 2x4 ohm (2x8). Jak wspomniałem, minimalizm się ceni, więc head ma dwa kanały ze wspólną korekcją bass, mid, treble oraz presence , oddzielne dla każdego kanału potencjometry regulujące gain oraz tak samo oddzielne dla obu kanałów sterowanie głośnością. Wszystko to zamknięte w prostej jak budowa cepa obudowie ze sklejki. Do heada jak na porządną firmę przystało dołączony jest footswitch. Całość opiera się o całkowicie firmowe i oryginalne podzespoły, bez jakiejś chińszczyzny. Konstrukcja oparta jest o 5 lamp 6n2p na przedwzmacniaczu i 4 6P3S-E na końcówce mocy ( wojskowe lampy produkcji radzieckiej o przedłużonej żywotności).

Jedziemy z koksem…

Po włączeniu od razu rzuca się w oczy konkretna błękitna dioda. Ale ważniejsze zdecydowanie od niej, jest konstrukcyjne rozwiązanie załączania się heada. Otóż Sidewinder posiada opóźnienie załączania się heada. Wzmacniacz po przełączeniu włącznika nie załącza od razu kanału, lecz robi to po wstępnym rozgrzaniu lamp trwającym kilkanaście sekund. Bardzo dobry patent pozwalający zabezpieczyć lampy przed szybkim zużyciem, gdyby ktoś chciał pograć na nierozgrzanych „żarówach”.

Kanał czysty

[title] Zacznijmy od kanału „czystego”. Więc celowo napisałem to w cudzysłowie, gdyż owy kanał nie jest typowym cleanem znanym z fenderowskich konstrukcji. Jest to piękny brudny clean, który u większości budziłby pewnie odrazę. Ja w przeciwieństwie do większości uwielbiam przybrudzone brzmienie czystego kanału. Brzmi bardzo konkretnie, posiada szybki atak, który mi się cholernie podoba, ale który w pewnych zagrywkach może czasem przeszkadzać. Brzmienie jest bardzo zwarte i nie rozmywa się gdy próbuję zagrać partie używając jednocześnie wszystkich strun. Każde uderzenie jest słyszalne bezproblemowo, struny nie dławią się nawzajem, każda jest słyszalna i obecna, co często nie ma miejsca nawet w droższych konstrukcjach. Po przekręceniu gałki gainu na godzinę 12 zaostrzony brzmieniowo kanał czysty zmienia się w świetny crunch. Co jest dziwne i pozytywnie zaskakujce, to fakt, iż po przejściu w crunch head gra całkiem ciepło, co jest raczej niespotykane w konstrukcjach opartych o amerykańską koncepcję brzmienia. Korekcja wzmacniacza powoduje, że można uzyskać sound od bardzo przymulonego i dosyć ciepłego do atakującego nasze uszyska potworną górą. Właśnie. Gałeczka presence w tym headzie nie do końca może przekonywać do jej używania. Podczas kręcenia można uzyskać bardzo dużo nieprzyjemnej góry i górnego pasma środkowego, którego ja osobiście nie lubię, ale gdy jednocześnie skręcimy treble, uzyskujemy fajne jasne brzmienie bez siejącej góry. Kręcąc gałą gain na maksa możemy uzyskać pełnowartościowy crunch zahaczający jednak już o higain. Ktoś z ciężką łapą może używać kanału czystego jak przesterowanego, gdyż zakres jego pracy pokazuje , że Sidewinder ma gigantyczne możliwości kreowania brzmienia gałą gain. Dziwnie to brzmi, ale jednak coś w tym jest.

Kanał przesterowany

[title] Przejdźmy jednak do drugiego kanału, który zdecydowanie pokazuje do jakich brzmień head jest stworzony. Gain na godzinie 9 ukazuje nam charakterystyczne dla mesowatych produkcji zwarte i niesamowicie bijące po dupie brzmienie crunchowe. Im gałą wyżej, tym bardziej mam do czynienia ze ścianą brzmienia siejącą zniszczenie wokół mnie. Kanał przesterowany jest określany przez Szymona jako zmodyfikowany kanał czerwony Mesy DR. Coś w tym jest. Przester posiada dosyć grube ziarno, które jest zupełnie inne od peavey’owych dokonań i nie do końca takie jak w rzeczonej Mesie. Przesterowany sound jest bardzo zwarty przy każdej pozycji gainu. Bardzo dobrze i równomiernie przesterowuje się na tym kanale dolne pasmo, które jednocześnie nie muli i bardzo szybko reaguje na zagrywki. Atak jest piekielnie szybki. Drugi kanał Dorico+ brzmi wg mojego odczucia podobnie do koncepcji jakie prezentuje nam Engl. Jest sporo fajnego „gruzowatego środka” (podoba mi się to określenie), które w połączeniu z dolnym pasmem zgrywa się w gigantyczną ścianę dźwięku co w połączeniu z atakiem Sidewindera daje nam maszynę do zabijania. Góra tak jak w przypadku kanału czystego trochę zbyt mocno sieje gdy przesadzi się z jej kręceniem. Presence spisuje się na tym kanale dużo lepiej niż na czystym z tego względu, że nie dodaje do brzmienia niepotrzebnego górnego środka, które w moim odczuciu powoduje dodanie do przestera piachu. Tego właśnie osobiście nie lubię w Mesie DR, która ma zbyt dużo piaskowego środka. Sidewinder za to ukazuje nam się od strony brzmienia zaczerpniętego poniekąd ze słynnej amerykańskiej konstrukcji, lecz posiadającego mniej rzeczonej siary i bardzo dużo wspaniałego nie mulącego i w pełni kontrolowanego przesterowanego dołu. Czyli posiada to co najlepsze z amerykańca + szczyptę swojego własnego stylu brzmieniowego. Po rozkręceniu porządnie wzmacniacza dostajemy kopa w dupę piekielnym, powtórzę - zwartym brzmieniem, które stawia przed nami ścianę dźwięku – niesamowicie gruzowatego z grubym ziarnem i przyjemną górą, która nie kłuje w uszy i umiejętnie komponuje się z resztą pasma jeśli tylko dobrze ukręcimy potencjometry. Coś wspaniałego.

Head sprawdziłem już warunkach scenicznych kilka razy i muszę powiedzieć, że bez wątpienia nie musi się wstydzić gigantów takich jak Mesa czy Engl, dla których jest z całą pewnością groźną konkurencją pod względem brzmienia jak i ceny. Sidewinder Dorico+ jest wzmacniaczem, który sieje zniszczenie i ma niesamowicie precyzyjne uderzenie. Bezproblemowo przebija się przez instrumenty genialnie komponując się z resztą sprzętu. Jeśli ktoś szuka wzmacniacza gitarowego do ostrzejszych (aczkolwiek niekoniecznie) brzmień i chce zabrzmieć dosyć elitarnie – inaczej niż większość , może powinien zainteresować się stajnią Bash Manufacturing, gdzie pasja do tworzenia rzeczy genialnych przerodziła się w realną siłę, która sieje zniszczenie w każdych warunkach zachowując przy tym wysoką jakość wykonania produktu. Dodając do tego bardzo przystępną cenę otrzymujemy wzmacniacz, dla którego Peavey czy B-52 w tym przedziale cenowym nie jest konkurencją. Co więcej – dodam jeszcze, że nawet klasowe wzmacniacze Engla czy Mesy nie dadzą takiej frajdy w kreowaniu brzmienia jaką daje nam Sidewinder.

Specyfikacja:

  • Preamp: 5x 6n2p
  • Końcówka: 4x 6P3S-E
  • Moc: 100/50 Wat
  • Dwa kanały - czysty i przesterowany z oddzielną regulacją głośności oraz gainu i wspólną korekcją
  • Praca przy 4,8,16 omach
  • Pętla efektów
  • Wyjście do nagrywania
  • Opóźnienie załączania wzmacniacza

Autor: Kula

Skomentuj na forum.