Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

MXR Phase 90

16 grudzień 2009 dodany przez dom?n

Efekty z jednym pokrętłem... taaaaaaak... recenzja? Prawie niemożliwe. To co teraz czytasz, to nie jest recenzja kolejnego efektu z jednym pokrętełkiem. Byłoby zbyt prosto, brzydko ujmując byłoby amatorsko. Bo co można napisać o takim czymś? Tu kręcisz, tu wpinasz? Nuda. Napiszmy raczej o tym, jak łatwo spisać coś na straty, jak łatwo stracić wiarę w legendarność i jak łatwo się na tym wszystkim przejechać!

Pacjent jest znany w zasadzie wszystkim. Temat phaserów ciągnie się od wielu, wielu lat, zawierając w sobie przeróżne pozycje, od prostoprostackich klasyków po rozbudowane potwory, ze szczególnym naciskiem na te pierwsze. Jeśli zapytać gitarzystów z rodzimego podwórka, to podzielą się na obóz pod wezwaniem błogosławionego EHX Small Stone, kółko adoracyjne MXR Phase i pojedyncze przypadki snobów, którzy będą się upierać że żaden z nich, a phasery to kupa. Przykro mi to przyznać, ale do dziś wieczora zaliczałem się do tej ostatniej grupki i wcale mi się to nie podoba. Sam Phase 90 produkowany jest od 1974 roku, początkowo w nieco innym opakowaniu (bez diody i z tzw. Script Logo, czyli napisem MXR wykaligrafowanym ozdobnymi literkami), a potem już w wielu odmianach - aktualnie dostępne są model sygnowany imieniem Edka Van Halena, dwa różne (sic!) modele 1974 Reissue, a także P90 w pedale przypominającym wah-wah. Nie sposób również pominąć MXR Phase 100, czyli bardziej rozbudowanego 2-gałkowego, 10-stopniowego braciszka (P90 jest 4-stopniowy), który to jednak jest zdecydowanie rzadszym i mniej popularnym stworkiem. 

[title] MXR Phase 90 przypomina nieco konia z pewnej encyklopedii, który jaki jest, każdy widzi. Praktycznie nie ma co pisać o wyglądzie, pomarańczowe pudełeczko i wspominane już jedno pokrętełko odpowiedzialne za prędkość są archetypem phasera. Samo pokrętełko nosi na sobie białą krechę znaczącą ustawienie potencjometru, która to prześlicznie świeci w ciemnościach po uprzednim naświetleniu. Do tego dochodzą dwa metalowe gniazda jack wejście/wyjście, dziurka opodal wejścia kryjąca gniazdo zasilacza (standardowego, tradycyjnego, normalnego - niepotrzebne skreślić), czerwona dioda LED, a z tyłu bardzo nieładny brak klapki na baterię. Dziewięciowoltówkę instaluje się poprzez odkręcenie tylnej płytki, dzięki czemu szybka wymiana baterii w przypadku awarii na koncercie jest utrudniona do granic możliwości, a wszystko to z pozdrowieniami od dyrektorów ds. Tradycyjności i Głupoty firmy MXR. Zawsze będę ubóstwiał wszystkie rozwiązania user-friendly, i takie rozwiązania jak to będą dodawały minus do końcowej oceny efektu. Tutaj chyba jednak trzebaby zrobić wyjątek. Czemu?

Otóż odkręcenie wspomnianej tylnej płytki daje nam przeuroczy dostęp do płytki PCB efektu. Nie wygląda to zbyt imponująco, jako że w sumie sprowadza się to do zieloniutkiego prostokąta z niewiadomoczego oraz licznych plam z cyny popaćkanych bez żadnego sensu, ale kryje całe clu tej recenzji. Ten MXR kryje w sobie mniej więcej trzymilimetrowy trimpot, którego próżno szukać w specyfikacjach, legendach i oficjalnych danych. Decyduje on o biasie tranzystora PNP - to brzmi wystarczająco tajemniczo żebym tego nie zrozumiał, ale też równie kusząco żeby nim pokręcić.

[title] Od pierwszego podłączenia Phase 90 ogarnęła mnie beznadzieja. Efekt nie brzmiał ani trochę fajnie, szczególnie że obok podłączony był podobny Phase 90 wydaniu sygnowanym przez Edka Wanhejlena, i w bezpośrednim porównaniu poległ szybciej niż mogłem kiedykolwiek przypuszczać. Pomaranczowe paskudztwo prawie od razu zostało skazane na niebyt, poleciało w najgłębsze rejony sfer zapomnienia i bezlitośnie przeznaczone na przemiał lub sprzedaż. Jednak portalowy obowiązek zmusił mnie do podłączenia go później i zabawy z naszym trimpotem. I tutaj właśnie MXR P90 odkupił wszystkie swoje winy. Prawdę mówiąc regulacja biasu tranzystora PNP brzmi co najmniej obrzydliwie, ale ponoć nie wolno tego sprowadzać do prostszych opisów. Ta regulacja odpowiada trochę za głębokość mielenia phasera, trochę za jego zakres, a trochę za ostrość. Przypomina w pewnym stopniu regulację Variable Q znaną z kaczek Dunlopa, w miarę kręcenia z jednego końca zakresu na drugi zmiena charakter całego brzmienia. I to zmienia diametralnie. Na zerowym i maksymalnym położeniu trymera efekt w ogóle nie mieli nic, jest prawie przezroczysty i do niczego się nie nadaje. Za to wszystkie możliwości leżace pośrodku powodują, że tego efektu nie da się nie lubić. Opisując werbalnie, Phase 90 czasem gra tak:

buoubuou.mp3

Lecz może też grać tak:

ououou.mp3

Jak również tak:

szuauszuau.mp3

A czasem też tak:

uauauau.mp3


[title] W każdym razie, jakby nie patrzeć, poległem w starciu z legendą. Oczywiście możnaby zarzucić mu, że brzydko szumi na przesterze (nie jest to cichuteńki efekt), że jest gorszy od Phase 90 EVH czy od starych P90 Script Logo, albo że w ogóle to ma jedną gałkę i jest pomarańczowy. Jednak ja jestem zauroczony spektrum soundów które z niego wydobyłem, i

A B S O L U T N I E

nie kumam jak można nie wspominać w oficjalnych kanałach informacyjnych o istnieniu trimpotowej wisienki na pomaranczowym torcie. O istnieniu tego cholerstwa nie informuje nawet instrukcja, strona internetowa producenta milczy, a wielu potencjalnych klientów pewnie nie ma o nim pojęcia... Więc jeśli kiedyś odrzuciłeś Phase 90 po ograniu go w sklepie, to lepiej przemyśl sprawę. Jeśli dodamy do tego fakt, że internet głosi że jest to niesamowicie podatny na modyfikacje, a do tego używany P90 kosztuje nieszczególnie dużo... Jestem za!