Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Line 6 Bogner HD100

8 kwiecień 2009 dodany przez terrormuzik

Od dłuższego czasu szukałem na allegro, forach internetowych, stronach producentów, w sklepach muzycznych nowego wzmacniacza. W niektórych sklepach powiedziano mi żebym wrócił jak dozbieram drugie tyle (miałem 3000), w innych zachwalano lampowe Randalle (sic!), jeszcze gdzie indziej Flextony III, Voxy. Wybór był całkiem spory, ale coś mnie tknęło i poprosiłem sprzedawcę o podłączenie lampowego Line 6, głównie z ciekawości (nigdy wcześniej nie słyszałem o lampowych produktach tej firmy). Gadało całkiem fajnie (kombo na jednym głośniku). Po powrocie do domu zajrzałem na kilka forów internetowych, ale nigdzie nie znalazłem konkretnych informacji, za wyjątkiem opinii w stylu „te lampy są tam dla ozdoby”. Zajrzałem też na allegro. Do końca aukcji 11 minut, gość z Krakowa.

Veni, vidi, vici

[title] Gdy nowy nabytek przywiozłem do domu i postawiłem na headzie na którym do tej pory grałem, pierwsze spostrzeżenie było następujące: „ale to jest małe!”. Niech nie zwiedzie was rozmiar tego wzmacniacza. Po bliższym zaprzyjaźnieniu się z nim stwierdzam, że jego możliwości są przeciwnie proporcjonalne do rozmiaru. Z resztą nie ma się co dziwić- firma Line 6 przyzwyczaiła nas już do tego chociażby przy okazji wypuszczenia na rynek kultowego już PODa.

Mała rzecz, a cieszy

Na przednim panelu widzimy potencjometr znany już użytkownikom Spiderów, czy Flextonów- od clean, do insane. Kolejne gałki to po kolei: drive, bass, mid, treble, chanel volume, trzy gałki kierujące nasyceniem efektów, master i presence. Są też 4 podświetlane przyciski do sterowania kanałami, tap, cztero-kierunkowy przycisk (mi osobiście kojarzy się z tym znanym z pegasusa ) służący do przełączania się między różnymi symulacjami brzmień, oraz wyświetlacz. I oczywiście power, oraz standby. Wyświetlacz choć do największych nie należy, jest bardzo czytelny, głównie dzięki pomarańczowemu, kontrastującemu z literkami podświetleniu.

Głupio też byłoby zapomnieć o rzeczy, która jak by nie patrzeć rzuca się w oczy najbardziej, zwłaszcza po włączeniu wzmacniacza- logo. Jest ono wykonane na szybie (pleksi??) zasłaniającej, albo raczej uwidaczniającej lampki. Szybka jest podświetlana diodami w taki sposób że logo ładnie się świeci. Szczegół, ale cieszy ;).

Studnia bez dna

Na temat brzmienia tego wzmacniacza można by napisać książkę. Opisywanie każdego z jego presetów, banków, efektów mija się z celem, szczerze mówiąc nie grałem nawet na połowie z nich.. Nie czarujmy się, kupiłem go dla przesteru. A i tych tutaj nie brakuje. Znalezienie swojego ulubionego to nie lada wyzwanie.. W każdej chyba recenzji podobnego sprzętu, jaką czytałem spotkałem się ze stwierdzeniem „można ukręcić coś fajnego”. W przypadku tego wzmacniacza chyba nie da się uzyskać nie fajnego brzmienia, przynajmniej mi się to nie udało. Presety zapisane fabrycznie w pamięci bardzo (bardzo bardzo) dobrze odwzorowują brzmienia jakie miały naśladować. Są tu między innymi takie gwiazdeczki jak Meszugi, Metallica, Iron Maiden, Killswitch Engage, ACDC, Pantera, Down, oraz wieeeeele innych. Warto dodać, że chociaż gram raczej mocną muzykę, to gałka drive nie wychyla się raczej poza godzinę drugą. Dalej brzmienie jest już za bardzo jak na mój gust przypakowane. 

[title] Na uwagę zasługują crunche. Szczerze mówiąc- dopiero ten head sprawił, że polubiłem takie brzmienie. Jest bardzo chropowate, ale jednocześnie ciepłe i bardzo wrażliwe na artykulację. Trudno je do czegoś porównać, bo kranczy jest tu co nie miara, ale ten, który mnie spodobał się najbardziej (do tej pory) do złudzenia przypomina brzmienie Dimebaga w utworze Floods (outro).

Jeśli chodzi o efekty- nie lubię wszelkiego rodzaju chorusów, reverbów itd. W Line 6 włączyć można do trzech jednocześnie (do wyboru jest 7 różnych). Brzmieć brzmią, ale nie chcę opisywać ich brzmienia, bo nie mam do czego go porównać.

Lampa czy nie lampa?

Przez okienko w przedniej części obudowy widać ładnie świecące lampki- 2*12AX7 na przedwzmacniaczu, oraz 4*6L6 na końcówce. Co mnie zastanawia to to, na ile biorą one udział w tworzeniu dźwięku. Chyba nie dane mi będzie się dowiedzieć, ale najważniejszy jest przecież efekt końcowy, czyli to co słyszymy- a to odpowiada mi w 100%.

Od tyłu

Z tyłu jak to z tyłu.. Metalowa kratka dzielnie broni dostępu do lamp. Poniżej znajduje się RJ-kowe wyjście na footswitch FBV (niestety jeszcze nie posiadam), pętla efektów, jakiś pstryczek elektryczek odpowiedzialny za uziemienie (sam do końca nie wiem do czego służy), oraz wyjścia do kolumny. Podłączyć możemy jedną paczkę 4 Ohm / 2 paczki po 8 Ohm / 2 paczki po 16 Ohm / pojedynczą 16 Ohm. Jest też wyjście „direct out” służące do nagrywania. Ma wbudowaną symulację kolumny, dzięki czemu można wpiąć piec bezpośrednio w konsolę i puścić na przody na koncercie (ponoć bardzo wygodna sprawa, sam jeszcze z tego nie korzystałem). 

Diabeł tkwi w szczegółach

[title] A żadne braki, nie są szczególnie widoczne, co nie znaczy że ich nie ma.. Na minus w przypadku tego wzmacniacza działa przede wszystkim brak redukcji mocy (przy tej mocy byłoby fanie gdyby była), chociaż po cichu piec też nie brzmi źle. A poza tym został stworzony z myślą o na&%#@$!*^niu.. Dodam, że na próbie gałka master była odkręcona nie więcej jak na 1. Kolejny minus, to migający przycisk tap. Bez względu na to, czy używam efektów, czy nie, przycisk mruga. Niby nic, ale mnie osobiście to denerwuje. Rekompensuje to jednak ładna okleina na piecu- jest starannie zrobiona- nie widać łączeń, a także wbudowana bramka szumów z możliwością wyłączenia, oraz wbudowany tuner, który na próbach przydaje się bardzo, bo nie muszę pamiętać za każdym razem żeby brać ze sobą stroik. Ogólnie piec sprawia wrażenie solidnego i- pomimo rozmiaru- masywnego. Rączka jest wygodna i co najważniejsze solidna- nie trzeba nosić go pod spód ;).

Pierwszy raz

[title] Jest to mój pierwszy lampowy wzmacniacz i ogólnie pierwszy sprzęt na który wydałem tyle pieniędzy. Na pewno mój zachwyt wynika po części z tego, że nie mam możliwości porównania go z godnym rywalem (jego poprzednik- Crate G1600XL odpada w przedbiegach). Mogę tylko powiedzieć, że jeżeli każda lampa brzmi tak dobrze jak ta, to jest to dla mnie najlepsza chyba rekomendacja takich wzmacniaczy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto twierdzi, że „śmierdzi cyfrą”. Może i śmierdzi, ja tego nie słyszę, więc nie ma to dla mnie dużego znaczenia. Szukając wzmacniacza dla siebie kierowałem się słuchem a nie tym czy w środku jest lampa czy jej nie ma.

Podsumowanie

Plusy:

  • Brzmienie
  • Końcówka mocy zaprojektowana przez Bognera
  • Zapas mocy, zapas przesteru
  • Wygląd
  • Tuner
  • Standardowo założone lampy Sovtek

Minusy:

  • Denerwująca mrugająca lampka
  • Brak redukcji mocy
  • Nie dostałem piórka gratis, a na allegro dają gratis 2 kostki do gitary za 300zł. Skandal

[title] Głowę ogrywałem na mahoniowym Marathonie Culprit z przystawką SH6 Distortion, na paczce 4x12 Orange, oraz 2x12 Crate. Poniżej wideo nagrane na powyższym sprzęcie:

 Skomentuj na forum.