Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Krótkie porównanie zasilaczy Cioks

10 sierpień 2010 dodany przez Harvest

Jak głosi stare chińskie przysłowie – „każde urządzenie elektroniczne działa lepiej, gdy jest podłączone do prądu”. Dla nas – gitarzystów – problem jest jednak bardziej złożony, sedno sprawy nie tylko w tym, żeby zapewnić naszym zabawkom zasilanie, ale także żeby było one odpowiedniej jakości. W ten sposób na barkach urządzeń zasilających spoczywa zadanie odseparowania naszego superbutikowago fuzza, od pralki sąsiada albo świateł scenicznych oświetlających przecudne (bezdyskusyjnie) oblicze naszego wokalisty.

Oczywiście każdy producent zasilaczy gitarowych gwarantuje najwyższą jakość swoich produktów i zapewnia, że prąd dostarczany przez ich urządzenie jest czysty niczym górski potok. My z sadystyczną wręcz radością konfrontujemy te obietnice z rzeczywistością. Tym razem w testach pocić się będzie cała seria urządzeń zasilających firmy Cioks.

[title] Nie wiedzieć dlaczego ten duński producent jest w Polsce stosunkowo mało znany, szczególnie zważywszy, że firma istnieje już prawie 20 lat. Smaczku całej historii dodaje wątek Polski. Otóż w żyłach jej założyciela, Poula Cioka płynie polska krew. Zatem obsługa klienta i wsparcie techniczne w języku polskim zapewnione ;).

Dobra dość opowiadania, do rzeczy. Jak już wspomniałem przedmiotem testu jest pełny asortyment zasilaczy Cioks, wyłączając serię profesjonalną, której poświęcimy osobny artykuł.

Mękom poddaliśmy:

  • Baby2
  • Big John
  • Double Jack
  • AC Rider
  • Power Bitch
  • Schizophrenic

Możliwości

[title] Baby Mach 2 to najmniejszy zasilacz z serii dysponuje dwiema odseparowanymi sekcjami o napięciu 9 V DC. Pierwsza oferuje 4 wyjścia, które można obciążyć w sumie 200mA, druga jedno oferujące 100mA.

Big John, jak sama nazwa wskazuje, to konstrukcja prosta, acz mocna. Zasilacz posiada 7 wyjść9 V DC, które w sumie można obciążyć 600 mA.

Double Jack jak nie trudno się domyślić dysponuje dwiema sekcjami: Pierwszą tworzy 5 wyjść 9 V DC , druga to dwa wyjścia o napięciu 12 V DC niezbędne np. do zasilania starszych efektów Bossa. Do zasilacza możemy podpiąć w sumie zestaw efektów połykający maksymalnie 600 mA.

AC Rider, jak można łatwo wywnioskować z nazwy, oprócz standardowego stałego napięcia, serwuje również prąd zmienny. Do dyspozycji mamy dwie odseparowane sekcje po dwa wyjścia 9 V DC. Każdą z nich można obciążyć maksymalnie 75 mA. Dodatkowo zasilacz posiada jedno wyjście 9 V AC i jedno 12 V AC oba o prądzie maksymalnym równym 800 mA. Niestety nie można używać obu tych złącz jednocześnie.

Power Bitch to mały kombajn oferujący imponujący zakres napięć: 9 V DC, 18 V DC, 24 V DC oraz 40 V DC. Urządzenie posiada po jednym wyjściu dla
[title] napięć 18 V, 24 V i 40 V o obciążalności odpowiednio 80 mA i dwa razy po 60 mA. Dla napięcia 9V DC mamy do dyspozycji 3 złącza o maksymalnym prądzie 150 mA.

Serię zamyka Schizophrenic. Mając go w pedalboardzie zdecydowanie można poszaleć z doborem dziwacznych efektów wymagających egzotycznego zasilania. Do dyspozycji mamy 5 izolowanych wyjść 9 V lub 12 V DC o maksymalnym prądzie 75 mA każde oraz jedno regulowane w zakresie 4-14 V 60 mA lub na stałe 18V obciążane maksymalnie 40mA. Wyboru czy dane gniazdo serwuje 9 V czy 12 V dokonujemy dipswitchami, niezależnie dla każdego wyjścia. Do regulacji napięcia ostatniego złącza służy potencjometr umieszczony na bocznej ściance obudowy.

Okablowanie

[title] Oglądając zdjęcia opisywanych modeli z pewnością zastanawiacie się jak, ten cholerny prąd ma się dostać z dziwnego, okrągłego wyjścia w zasilaczu do moich, zapewne wysoce niestandardowych, wejść w efektach? Odpowiedzią są Flex Cables. Do każdego zasilacza dostajemy zestaw kabli podłączeniowych. Dominują te zakończone klasyczną wtyczką Bossa (przez mądrych ludzi po polibudzie zwaną DC Power plug, przez niedouczonych techników zwaną bananówką), jednak w ofercie firmy jest 8 „standardowych” w różnych długościach i 4 „specjalne” kable Flex, co w sumie pozwala nam wybierać w palecie niemal 30 kabli.

Końcówki typowe obejmują nie tylko standardy Bossa (5,5/2,1), Line 6 (5,5/2,5) czy Electro Hamonix (mini-jack), ale także wyczki DIN do lampowych efektów EHX, czy złączki do baterii, jeśli nasz efekt nie dysponuje żadnym z powyższych standardów.

Kable „specjalne” dość znacząco zwiększają funkcjonalność poszczególnych jednostek. Dzięki nim możemy podłączyć dwa efekty do jednego wyjścia, lub odwrotnie, jeśli dany efekt wymaga wyższego zasilania, możemy podłączyć jeden efekt do dwóch wyjść uzyskując np. 18 V . Niewątpliwą ciekawostką jest Booster Flex, kabel posiadający transformator step-up pozwalający uzyskać napięcie 18 V (max 50 mA) zajmując tylko jedno złącze 9 V DC.

W boju

[title] Wszystkie zasilacze podczas testów obciążaliśmy standardowo zestawem Korg PitchBlack, Maxon 808, Kopia Maxona 808 przed wzmacniaczem oraz EHX Small Clone i Tremolo w pętli. Podczas testów zasilacze (nie)stety nie dały nam satysfakcji nie generując żadnych anomalii, czy też przydźwięków. Pomimo nienajlepszej jakości prądu w budynkach w których je testowaliśmy, zasilacze poradziły sobie godnie i przede wszystkim cicho. Pokusiliśmy się nawet o kilka pomiarów, podczas których odchylenia napięcia rzadko przekraczały 1%.

Obudowy zasilaczy pomimo tego, że wykonane z tworzywa są solidne i nie trzeba się martwić o ich wytrzymałość, a jednocześnie ważą mniej od swoich metalowych konkurentów (najcięższe zasilacze z tej serii ważą niewiele ponad 500g ). Dowodem na odporność obudów jest fakt, że przetoczenie się po nich kwiatu naszej Redakcji o jednostkowej wadze w okolicach 100 kg nie zrobiła na nich najmniejszego wrażenia.

[title] Zasadniczo zasilacze tej serii posiadają dwie wady. Po pierwsze kabel zasilający jest dość filigranowy i na dodatek zamontowany na stałe. Zatem w przypadku jego uszkodzenia wymiana będzie wymagała rozkręcania obudowy i pomachania lutownicą, a jak wszyscy wiemy, tego typu nieszczęścia zdarzają się w najmniej oczekiwanych momentach.

Druga wada jest związana niejako z zaletą tych zasilaczy. Brzmi dziwacznie? Już tłumaczę. Otóż obudowy są relatywnie małe, jest ich niewątpliwą zaletą. Jednak ciasno upakowane elementy się dość mocno nagrzewają, na dodatek obudowa z tworzywa gorzej niż metalowa odbiera ciepło elementów i oddaje je na zewnątrz. W naszych testach, nie udało nam się doprowadzić jednak do przegrzania lub innych niechcianych skutków ubocznych, zatem należałoby założyć, że producent się należycie przed nimi zabezpieczył.

Podsumowanie

Pointa nasuwa się sama: jeżeli nie zraża Cię na stałe zamontowany przewód i ciepełko bijące od tej czarnej skrzynki to możesz mieć mały, zgrabny, solidny, a przy tym oferujący sporo możliwości zasilacz w przyzwoitej cenie. Na zakończenie warto wspomnieć, że wszystkie zasilacze firmy Cioks są kompatybilne z pedalboardami firmy Pedaltrain. Można je zatem zamontować od dołu, zyskując więcej miejsca na efekty i porządek w kablach.

Na razie, zasilacze można kupić tylko w jednym sklepie w Polsce i to chyba największa ich wada.

Bezkompromisowych gwiazdorów scen wielkich i małych, już teraz zapraszamy do lektury testu serii profesjonalnej, która ukaże się niebawem na naszych łamach.

Sprzęt do testów dostarczył sklep - rocktone.pl, dzięki!