Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Ibanez Prestige S2020x pod lupą

13 luty 2009 dodany przez Leon

Rodzaj ludzki charakteryzuje się nieprawdopodobną wręcz skłonnością do ułatwiania sobie życia i chodzenia na skróty. Tą ścieżką myślową podążali mądrzy ludzie wymyślający multifunkcjonalne urządzenia elektroniczne dla niepoznaki wyglądające jak telefon komórkowy czy teź roboty kuchenne które, poza standardowymi funkcjami, tańczą, śpiewają i recytują. Podobne koncepcje znalazły wielu wdzięcznych odbiorców także na polu technologii muzycznej. Niemal każdy z nas przeszedł kiedyś etap fascynacji kombajnami typu Digitechy serii RP czy inne urządzenia spod znaku all-in-one. Co jednak z samą gitarą? Co tutaj można by jeszcze wepchnąć, żeby było lepiej?

Odpowiedź jest prosta – wszystko :) Kiedy już nasz kochany instrument został wyposażony w pickup midi, obustronne tremolo, aktywną elektronikę, wbudowany przester i delay oraz te śliczne świecące diody zamiast znaczników na progach, pozostała jedno brzmienie do którego nie mogliśmy się zbliżyć – brzmienie gitary akustycznej. Problem ten oczywiście udało się rozwiązać za pomocą przystawki piezoelektrycznej, co dało nam erzac akustyka zamknięty w korpusie instrumentu na wskroś elektrycznego :)

Co ma wspólnego ten przydługawy wstęp nie na temat z dzisiejszym testem? Ano to, że bierzemy na warsztat instrument wykorzystujący błogosławieństwo technologii piezo. Sehr Gehrte Damen und Herren – Ibanez Prestige S2020x.

Ibanez Prestige S2020x pod lupąGitara ma niezwykle wygodny 22 progowy gryf (progi jumbo) o profilu wizard prestige wmontowany w korpus metodą All Access Neck Joint za pomocą czterech wkrętów. Satynowe wykończenie charakterystyczne dla instrumentów ze stajni Hoshino jest tym, co lubi każdy gitarzysta o nadmiernej potliwości dłoni. Żadnego klejenia się palców do warstwy lakieru. Menzura instrumentu jest standardowa – 25,5”.

Korpus wykonano z mahoniu i jest on, jak w całej serii S niezwykle ergonomiczny i niewielki. Jedyne dostępne dla tego modelu wykończenie to hi gloss Vintage Violin. Most to świetne Ibanezowskie tremolo typu LoPro Edge.

Teraz opisu część najdłuższa, czyli elektronika. Sprawa podstawowa to pickupy magnetyczne – dwa humbuckery Ibanez Quantum, stosowane jedynie w serii S (z wyjątkiem krótkiej serii RG620) do sterowania którymi mamy pięciopozycyjny przełącznik ślizgowy pozwalający uzyskać szerokie spektrum brzmień.

Tuż poniżej mostka umieszczony jest tajemniczy pstryczek-elektryczek (określenie techniczne) który po bliższych oględzinach okazuje się być przełącznikiem gniazd. Możemy albo używać jednego gniazda dla obu układów, albo jednego dla układu magnetycznego i jednego dla układu piezo. Niestety w modelu 2020 nie można używać obu gniazd na raz. Zawsze mamy albo albo.

Na koniec natomiast creme de la creme – umieszczony w mostku pickup piezoelektryczny. Przełączanie miedzy układem magnetycznym a piezo realizuje miniswitch, zlokalizowany pomiędzy potencjometrami Volume i Tone.

Ibanez Prestige S2020x pod lupąZ układem piezo związana jest jeszcze jedna cecha charakterystyczna instrumentu, a mianowicie dwa gniazda wyjściowe. Możemy używać jednego, wysyłając sygnał do wzmacniacza i przełączać układy za pomocą switcha. Możemy także używać obu, wysyłając sygnał do wzmacniacza i PA lub pieca akustycznego.

Pora na zmierzenie się z instrumentem w boju. Pierwsze co rzuca się w oczy, to świetna jakość i niezwykła precyzja z jaką wykonano gitarę. Wiele miałem w rękach instrumentów, także z wysokiej półki, i w każdym można było znaleźć jakieś „ale” jeśli chodziło o strojenie i wybrzmiewanie. Nie tutaj. Po dobrej regulacji instrument stroi w każdej pozycji. Brak jakichkolwiek „wilków” czy martwych punktów. Wszystko wybrzmiewa równo a sustain jest więcej niż zadowalający.

Gitara jest lekka i bardzo wygodna w obsłudze. Cieniutki korpus dobrze leży pod ręką, dzięki profilowaniu nic się nie wrzyna w przedramię. Gryf, choć dość specyficzny i wymagający poświęcenia chwili na przyzwyczajenie się, potwierdza renomę wytwórcy najwygodniejszych gryfów, jaką ma firma Ibanez w kręgach zbliżonych do dobrze poinformowanych.

Obsługa dwóch układów elektrycznych jest prosta i intuicyjna, chociaż umiejscowienie miniswitcha pomiędzy potami uważam za niezbyt szczęśliwy pomysł – w sytuacji gdy trzeba szybko przełączyć układy i zmienić kanał we wzmacniaczu, sięganie ponad potami do switcha jest odrobinę rozpraszające.

Floyd działa bez zarzutu – nawet po ostrym katowaniu za każdym razem wraca do pozycji wyjściowej. Pracuje miękko i płynnie, dzięki czemu vaiowskie zagrywki wychodzą z łatwością (a w każdym razie wychodziłyby, gdyby ktoś naprawdę musiał je grać ;)).

W ogólnym odczuciu gitara jest bardzo „miękka”. W porównaniu z moimi innymi instrumentami z tą menzurą i zbliżonymi rozmiarówkami strun (10-46, ja używam 10-52) Ska umożliwia robienie overbendów dosłownie jednym palcem.

Ibanez Prestige S2020x pod lupąTeraz łyżka dziegciu do tej beczki miodu, czyli pickupy. Jakkolwiek QM są zdecydowanie lepsze od „firmowych” Ibanezowskich pickupów montowanych w serii RG (PSND i V) to mimo wszystko pozostają jedną ze słabszych stron instrumentu. Sytuacji nie poprawia fakt, że gitara ma połowę mniej drewna w korpusie niż wzorcowy dla mnie (przynajmniej jeśli chodzi o brzmienie) Les Paul. Nagrywając te same partie na trzech gitarach z pickupami DiMarzio, EMG i QM, wyraźnie słyszałem przepaść pomiędzy Quantumami a „bardziej markowymi” pickupami jeśli chodzi o selektywność i dynamikę brzmienia. O ile w partiach solowych nie było tragicznie, to przy nagrywaniu riffów musiałem sięgnąć po mój prywatny wzorzec metra ;) Nie wykluczam, że na innych przystawkach, instrument dostałby skrzydeł, jednak oryginalne zdecydowanie zmniejszają znaczenie jego pozostałych licznych zalet. Swoją drogą zastanawia mnie fakt, że w instrumentach skierowanych do, bądź co bądź, bardziej doświadczonego i zasobnego w fundusze użytkownika, Ibanez montuje pickupy które upośledzają jedną z kluczowych cech instrumentu, jego brzmienie.

Układ piezo brzmi dobrze, chociaż trzeba jasno powiedzieć, że jeśli oczekuje się po piezaku brzmienia na miarę wysokich serii Martinów czy Taylorów, to najwyższa pora zejść na ziemię. To co dostajemy jest mocno druciane i pozbawione głębi jaką daje pudło rezonansowe, jednak z powodzeniem może zostać użyte jako specyficznie brzmiący „czysty kanał”. Sound z piezo jest też bardzo selektywny i z łatwością przebija się w miksie. Osobiście używałem tej gitary także grając z w pełni akustycznymi instrumentami jako „prawie akustyk” i całość brzmiała więcej niż zadowalająco. Bo tak naprawdę podstawową siłą gitary elektrycznej z układem piezo jest wygoda zastosowania live. Bez uciążliwego mikrofonowania, bez problemów ze sprzeżeniami, bez biegania do statywu z gitarą akustyczną. Wszystko jest pod ręką i gotowe do użycia.

Poniższe próbki nagrane zostały liniowo przez PODa XT z wykorzystaniem presetu dedykowanego do współpracy z brzmieniami akustycznymi gitar Variax.

burza.mp3

flazolety.mp3

porkpine.mp3

Podsumowanie jest w wypadku tego Ibaneza dość proste. Jako że jest to instrument dostępny już jedynie na rynku wtórnym i wyprodukowany był w stosunkowo niedużej ilości, szanse na jego spotkanie są na tyle nieduże, że jeśli już uda Ci się położyć na nim łapę to należałoby z czystej ciekawości sprawdzić co to :) Ja sprawdziłem i mimo, że nie jest to instrument dla mnie, to jestem pod głębokim wrażeniem jakości wykonania i funkcjonalności niektórych rozwiązań. Jeśli uda się Wam dorwać ten instrument po wymianie stockowych pickupów, to może być to naprawdę niezła gratka dla kogoś kto ma dość targania na koncerty elektryka i akustyka. Miłośnicy instrumentów „sportowych” także będą się czuli jak w domu. Ogólnie – kawał porządnej lutniczej roboty.

Za użyczenie instrumentu dziękuję szczęśliwemu właścicielowi – Maćkowi Mierze.