Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

FM Strings

29 listopad 2009 dodany przez Leon

Tekst niniejszy będzie dla mnie wybitnym wyzwaniem, gdyż nie dalej jak dwa miesiące temu z ironicznym uśmieszkiem czytałem podobny materiałowo test w jednym z polskich czasopism muzycznych. Niemniej jednak kopnął mnie ten zaszczyt, więc drodzy Państwo, zapraszam na test nowego na Polskim rynku brandu strun – FM Strings.

 Ok, ma ogół staramy się unikać tego typu tematów, gdyż są one straszliwie subiektywne (nawet w świecie, w którym jest tyle opinii ilu muzyków) i ciężko napisać coś konkretnego, co nie spotka się z masową krytyką. Ten jednak wypadek jest na tyle wyjątkowy, że wart odnotowania. Bowiem nowe na naszym rynku kawałki bezcennego drutu są reklamowane jako „Perfect tension series”. Co to oznacza w praktyce? Pora chyba na przywdzianie profesorskiej czapki i krótki rys fizyczno-historyczny!

Sama koncepcja dobierania strun według zasady równoważenia naciągów nie jest całkowicie nowa, pojawiała się już tu i ówdzie. Głównie tam, gdzie ludzie naprawdę się nudzą i zaczynają szukać dziury w całym. Czy ma jakiś sens? Zabierając się do sprawy od strony fizycznej JAK NAJBARDZIEJ TAK. Zasada, na której opiera się ta teoria jest bowiem całkowicie logiczna: aby zapewnić odpowiedni komfort grania i właściwe wybrzmiewanie strun, powinny one generować idealnie równomierne obciążenie gryfu, a co za tym idzie, posiadać takie same naprężenie. Ma to szczególne znaczenie, jeśli zauważymy, że zbyt mało naprężona struna ma znacząco zmniejszoną dynamikę drgań, co przekłada się na brzmienie określane w naszym fachowym języku jako „dwa metry mułu na dnie rzeki”. Problem istniał cały czas, mimo, że nie wszyscy byli świadomi jego rozwiązania. A rozwiązań tego zagadnienia pojawiało się całkiem sporo, zwłaszcza od czasu, gdy ludzie postanowili stroić swoje instrumenty w paśmie dotychczas zastrzeżonym dla pieśni godowych wielorybów. Żeby wymienić dwa główne podejścia: zwiększenie grubości strun basowych i tworzenie setów hybrydowych (np. 10-52) oraz zwiększanie długości menzury (co pozwala na zwiększenie naciągu całości setu).
Oczywiście według pewnej, dość ekstremalnej w poglądach, części ludzkości były to półśrodki, i z tego właśnie niezadowolenia zrodziła się idea dopasowywania strun według siły naciągu.

Na naszym krajowym podwórku pionierami tej idei stali się ludzie z Firmy Muzycznej, a ponieważ są to nasi znajomi, nie zwlekając podzielili się z nami efektami swojej pracy. Dzięki temu w moim Les Paulu zaraz po premierze strun na targach Music Media zagościł set strun dedykowany do stroju dropped D.

[title] Naklejka na opakowaniu dowodzi, że żyjemy w świecie dalekim od idealnego – struny nie są w praktyce dokładnie tak samo naprężone, jednak są dostatecznie zbliżone, żeby przymknąć na ten fakt oko. Dzięki podanej nad naprężeniami rozmiarówce poszczególnych strun, widzimy, że set ten znacząco różni się od standardowych zestawów oferowanych przez producentów wiodących marek. Dobrze to, czy źle? Na pewnym prestiżowym forum gitarowym (dzień bez autoreklamy jest dniem straconym) toczyły się swego czasu zawzięte boje między ludźmi preferującymi zakładanie na gryf nitek i lin cumowniczych. I jedni i drudzy najczęściej zwracali się w końcu w stronę własnoręcznego kompletowania zestawów strun do swoich n-strunowych tworów gitaropodobnych. Znaczy – coś jest na rzeczy w tym, że producenci strun nie do końca trafiają w nasze, gitarzystów, gusta.

Dalej lać wody się nie da, odwlekałem nieuniknione jak tylko można było, ale w końcu trzeba przejść do konkretu. A będzie on wyjątkowo krótki. Bo ile można napisać o strunach kwiecistych zdań wielokrotnie złożonych? :)

FM strings są strunami wysokiej jakości. Po miesiącu dość intensywnego ogrywania nadal zachowały sporo metalicznej górki charakterystycznej dla nowych strun. Stroją bardzo dobrze, wybrzmiewają poprawnie, brzmienie jest klarowne i dość jasne. Dostarczony zestaw nie miał żadnych wad fabrycznych, które czasem trapią i najlepszych producentów. Od strony „klasycznej” jest to więc pełna profeska – żadnych półśrodków.

Dobra, dobra – powiecie – cut this crap, co z tym specjalnym naciągiem? Zacznijmy może od tego, że do dedykowanego stroju to struny te są dla mnie zdecydowanie za grube. Świetnie natomiast sprawdziły się w strojeniu o ton niżej – w dropped C.
Czy odczułem jakąś wybitną różnicę w porównaniu do używanych przeze mnie na co dzień strun z „niewłaściwym” naciągiem? Nie. Na pewno nie jest to różnica diametralna i zauważalna od pierwszego dotknięcia instrumentu. Gra się komfortowo, nie ma problemu ze zbyt luźnymi wiolinami czy „flakowatymi” basami. Naciąg jest ładnie dobrany, dzięki czemu instrument brzmi równo i bardzo dobrze. Jednak podobnie brzmiał na hybrydowych zestawach oferowanych przez Dean Markley’a czy Ernie Balla. Czy to jednak dyskredytuje te struny? W żadnym wypadku. Są to świetnie brzmiące strunki, warte przy najmniej sprawdzenia. Mnie osobiście przekonuje przede wszystkim ich długa żywotność.
Warto też pomyśleć nad ich zakupem, jeśli wymieniłeś już połowę swojego sprzętu a brzmienie dalej pozostawia niedosyt. Może sprawdzenie ich zakończy na jakiś czas Twój osobisty „quest for holy tone”? :) Odkładając więc na bok wszelkie marketingowe slogany – polecam każdemu osobiste sprawdzenie FM strings. Jakieś części z Was na pewno przypadną do gustu.

Struny do testu dostarczyła Firma Muzyczna.

Skomentuj test na forum.