Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Electro-Harmonix Germanium OD

12 maj 2009 dodany przez dom?n

Technologia bije rekordy prędkości, a Electro Harmonix sięgnął daleko w przeszłość. Mike Matthews, symaptyczny staruszek ze swoją burzą siwych włosów (a jednocześnie założyciel i szef EHX) od kilku lat konsekwentnie sięga do odmętów historii i rozwija swoje produkty w zupełnie innym kierunku niż jego cyfrowi konkurenci. Niezaznajomionym w temacie słowo przypomnienia - Mike Matthews to właśnie ten człowiek, który zupełnym przypadkiem wymyślił pierwszy przester. Na liście jego osiągnięć można spotkać jeszcze kilka urządzeń, które odświeżały brzmienie rocknrolla przez ostatnie dekady, ale dziś zajmiemy się najbardziej pierwotnym urządzeniem ze stajni Electro Harmonix. Design Germanium OD opiera się na pierwszych tego typu urządzeniach z lat sześćdzieśiątych - skojarzenia z Rolling Stones będą jak najbardziej na miejscu. Ale zaraz zaraz, czy to ma w ogóle jakieś zastosowanie w dzisiejszych standardach? A i owszem, większe niż się na pierwszy rzut oka (i ucha) wydaje. Ale po kolei.

Po otwarciu pudełka i przegrzebaniu się przez góry dodatków (instrukcja angielska, instrukcja polska, karta gwarancyjna, dwie płyty CD z prezentacjami oferty EHX) pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozywyne. Efekt wywodzi się z dość młodej serii EHX XO, charakteryzującej się mniejszymi gabarytami niż klasyczne kostki ElEctro Harmonixa (... Boże, gdzie to zmieścić w pedalboardzie!), odlewanymi metalowymi obudowami i dość ujednoliconym wyglądem. Klasycznie: trzy gałki, switch, dioda, gniazdo zasilacza 9V, wejście i wyjście jack... Nic nowego w tej materii. Wygląd efektu tradycyjnie przykuwa uwagę, zresztą wszyskie produkty Electro Harmonix wyróżniają się na tle konserwatywno-nudziarskich konkurentów i dokładnie tak samo dzieje się w przypadku Germanium OD. Efekt jest wykonany absolutnie wzorowo, dzięki prostocie wpisaniej niejako w sens istnienia linii XO konstrukcja jest w pełni user-friendly i swoją solidnością budzi zaufanie. Jedyne, czego żałuję, to samego kartonika, który jest piękny, ale cały czas pamiętam czasy kiedy oniemiałem z wrażenia zdając sobie sprawę, że EHX pakuje efekty do... drewnianych pudełek. No, ale to było przed erą ekologiczną, więc fakt kartonowego pudełka mnie nie dziwi.

Maksymalny czad jaki z tego pudelka osiagniemy przy czystym kanale; Gain: max, Bias: 1/3, Volts: 2/3

czadmaks.mp3

[title] Tym razem oniemiałem z innego powodu. Czemu to ma tak mało przesteru? Germanium OD zbudowany jest na tylko jednym tranzystorze germanowym (ale ponoć ręcznie dobieranym), co może mocno zaskoczyć - mimo, że literki OD w nazwie oznaczają OverDrive, to w żadnym wypadku nie jest to taki overdrive jak klasyka gatunku. Maksymalne położenie gałki Gain daje nam najwyżej lekki crunch. Środkowy potencjometr Bias reguluje "kolor" brzmienia - nazwałem to po swojemu, nie zostało to wyjaśnione w instrukcji (ba, nawet na stronie producenta na próżno szukać jakichkolwiek informacji...). W każdym razie reguluje w sobie znany sposób obciążenie tranzystora - na pierwszy rzut oka różnica wydaje się żadna, ale w miarę rozgryzania efektu doceniłem ten pot, głównie za sprawą jego płynnego działania z ostatnim pokrętełkiem - Volts. Ten jest zdecydowanie najciekawszy ze wszystkich trzech: rozkręcony na full dostarcza całemu układowi tradycyjne 9 Volt, lecz skręcanie go powoduje zmniejszenie tej wartości aż do 3V. Paru znanych producentów stosuje taki układ pozwalający zasilać efekty różnymi napięciami, ale najczęściej odbywało się to w górę (9-18V) - tutaj lecimy w dół, obniżając niejako "jakość" przesteru i symulując np. zużytą baterię (próbowaliście kiedyś Bossa DS-1 na starej baterii? paradoksalnie brzmiał o niebo lepiej). Tak jak dostarczanie przesterom większego napięcia ma na celu zwiększanie headroomu i czyszczenie jego brzmienia, tak tutaj idzie to w drugą stronę: jeszcze bardziej zabrudzamy dźwięk. Nie można zapomnieć o pewnym ważnym szczególe: Bias i Volts są ze sobą ściśle związane i w skrajnych ustawieniach efekt nie wyda ani pisku. Może to troszkę dziwić, ale jestem skłonny wybaczyć konstruktorom tej zabawki; mimo tego dziwnego rozwiązania regulacja tych dwóch potków pozwala na bardzo precyzyjne dostrojenie - dosłownie i w przenośni - brzmienia efektu.

Jak działa potencjometr Volts; Gain: max, Bias: 1/2, Volts od zera do maksimum:

volts39.mp3

[title] Cała zabawa może trochę potrwać, sam producent w instrukcji radzi dać sobie kilka godzin spędzonych na zabawie ustawieniami i możliwościami i trudno się z tym nie zgodzić. Paleta brzmień może nie jest ogromna, ale możliwości brzmieniowe jak najbardziej. Poza tradycyjnym wykorzystaniem Germaniuma jako dodatkowy stopień przesteru, innymi słowy dopalanie wzmaniacza, możemy też używać go jako prosty booster głośności. I to jaki! Efekt używany jako clean booster nie tylko podbija znacznie głośność, ale w przeciwieństwie do niektórych konkurentów nie zabiera nic z dynamiki, pozostaje czuły na artykulację, a nawet jest w stanie poprawić brzmienie co słabszych czystych kanałów w ogóle nie wnosząc w nie niepotrzebnego przesterowania. Używany jako booster przestery narzuca poniekąd swój charakter, ale w taki sposób, że po podłączeniu go do mojego wzmaka przegrałem na nim całą próbę bez wyłączania. Osobnym bajerkiem jest możliwość symulowania radia, wystarczy dostarczyć mu nieco mniej prądu i ustawić regulację Bias nieco wyżej niż Volts - zupełnie na granicy zanikania sygnału. W specyficznych ustawieniach potrafi również grać jak stary, szczurowaty fuzz - kwadratowo obcinając wierzchołki sygnału na wykresie oscyloskopu i brzmiąc tak oldskulowo, jak tylko się da.

Podbijacz głośności; Gain: 1/2, Bias: 2/3, Volts: 1/3

volboost.mp3

Kwadratowy fuzzior-prostak; Gain: Max, Bias: Max, Volts: nieco ponad 1/2

heavyclip.mp3

Lot radiodbiornika z piątego piętra; Gain: 2/3, Bias: nieco ponad minimum, Volts: minimum

broke.mp3

Mimo, że Germanium OD nie jest może szczególnie tani jak na swoją konstrukcję ("bo zbudowanie fuzza kosztuje czy i pół zeta i jeszcze reszta zostanie na dwa browary!" - ta, jasne...), ani nie jest też megauniwersalnym kombajnem, to zdecydowanie jest warty uwagi. Między Bogiem a prawdą, to nie można oczekiwać po fuzzie z tak prostymi bebechami żeby grał, śpiewał i mył naczynia - taki efekt w założeniu ma jedno brzmienie i nawet dokooptowanie do niego jego specyficznych Biasów i Voltsów nie powoduje że staje się choć trochę uniwersalny. Ale ja wyrokuje mu dożywocie pod moimi stopami. Chociaż w sumie po co kłaść go na podłogę, będzie stał na wzmacniaczy podpięty tam na stałe...

Dystrybutorem Electro-Harmonix jest firma Kisielewski