Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Bash Studio 20

20 czerwiec 2010 dodany przez Leon

Żadnemu czytelnikowi naszego forum nie trzeba przedstawiać firmy Bash Manufacturing. Przyjmę jednak śmiałe założenie, że czytują nas także jakieś osoby niezwiązane z bujnym życiem wewnętrznym portalu (co to za jedni? Nazwiska! IP! DLACZEGO ICH NIE ZNAMY??). I specjalnie dla nich napiszę, że Bash jest warszawską firmą, zajmującą się produkcją lampowych wzmacniaczy gitarowych, która zasłynęła najdłuższą serią rozwojową w historii polskiego przemysłu muzycznego – Sidewinder, aktualnie liczącą cztery warianty, nie licząc wersji plus. I podobno Bash nie powiedział jeszcze ostatniego słowa;) Kiedy na forum gruchnęła wieść o pojawieniu się na rynku najnowszego dziecka tej małej, acz prężnej manufaktury, wśród jego użytkowników zawrzało. My, nie chwaląc się, wiedzieliśmy o tej nowości odrobinę wcześniej, jednak na test organoleptyczny przyszło nam chwilę poczekać. Czy było warto? Czytajcie dalej i pod żadnym pozorem nie zmieniajcie kanału!

Egzemplarz testowy był prawdziwym Jonaszem wśród wzmacniaczy lampowych. Pod sporym znakiem zapytania stało samo jego dotarcie do nas. Kiedy już Gwiazdy Stanęły W Porządku i nic nie mogło zatrzymać biegu wydarzeń … odwołano pociąg, którym miał do nas przyjechać. Kiedy w końcu dotarł i stado wygłodniałych ghuli.. yhm wrrróć grupa złaknionych wrażeń gitarzystów dobrała się do niego, okazało się, że w transporcie cosik się poluzowało i wzmacniacz zebrał solidne, słowne baty od rzeczonych gitarzystów (swoją drogą, analogia z ghulami jednak chyba mi wyszła, nie?). Po szybkiej akcji serwisowej było już ok. I od tej pory wszystko szło tak jak iść powinno.
Bash Studio 20 Studio 20 jest wzmacniaczem o niedużej mocy (nagroda Sherlocka Holmesa dla osoby, która skojarzy nazwę z ilością Wattów na pokładzie), i jeszcze bardziej niepozornej posturze. Malutki i niezwykle leciutki head, sprawia jednak wrażenie solidności, a estetyce wykonania ciężko coś zarzucić. Nie wiem czy decyzja o niestosowaniu narożników ochronnych była podyktowana względami estetycznymi, czy podjęta została w szale redukcji wagi wzmacniacza, ale jest to decyzja na plus od strony prezencji pieca.

Od strony bardziej technicznej, Studio 20 oferuje końcówkę zasilaną duetem lamp EL84 (ulubiony wybór każdego metalowca) i pracującą w klasie A/B. Na preampie radosnym światłem płoną cztery lampy 6N2P. Jeśli chodzi o kanały to mamy dwa niezależne od siebie:  czysty i przesterowany (kultowy już w niektórych kręgach „nieczysty”). Dla kanału clean udostępniono dwupunktowe EQ (Treble i Bass) oraz poziomy głośności (Volume) i wysterowania (Gain). Dla przesteru, dodatkowo możemy dorzucić trochę gruzowatego środka za pomocą gałki Middle.

Co jednak jest w tym piecu naprawdę fascynujące, to sposób wykonania pętli efektów. Znajduje się ona bowiem w footswitchu. W całości. Podyktowane to zostało życiowym problemem – w obudowie nie było już miejsca, a współczesna konstrukcja wzmacniacza lampowego bez pętli, to jak żołnierz bez karabinu, czyż nie? Pętla jest równoległa i może pracować w kilku ciekawych trybach (ustawianych za pomocą gałki na footswitchu). Kolejno są to:

  • Bypass pętli. Co tutaj pisać? Bypass i tyle. Cicho jest:)
  • Pętla manualna. Równie mało nośny temat dla pisarza-amatora. Pętlę włączamy i wyłączamy sami. Nożnie, ręcznie lub celnym strzałem z bańki.
  • Pętla automatycznie załączana wraz z kanałem przesterowanym. Dobre rozwiązanie dla wszystkich speców od naładowanych efektami brzmień przesterowanych. Wszyscy dwaj miłośnicy tej opcji będą zadowoleni ;)
  • Pętla automatycznie załączana wraz z kanałem czystym. Tutaj dla odmiany ukontentowani będą ludzie niemogący znieść czystego brzmienia bez delaya, chorusa, phasera i odrobiny słodkiego tremolo, nielubiący stepować przy włączaniu tych zacnych efektów.

Ostatni bajer kryjący się w skromnym opakowaniu Studio 20 to dwa trimpoty, którymi możemy regulować charakter brzmienia pieca. W nich leży prawdziwa Moc Tworzenia. W teście ostatecznym brały udział dwa egzemplarze tego modelu: testowy oraz osobisty piec właściciela firmy, ustawiony pod jego preferencje. Na pierwszy rzut ucha były to kompletnie różne palniki, mimo identycznego ustawienia potencjometrów. Kilka fachowych ruchów śrubokrętem i nagle niespodzianka – to jednak są wzmacniacze o tej samej konstrukcji :) Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam – w tym co ukryte drzemie Siła.

Bash Studio 20 Co wykazały testy polowe? Przede wszystkim to, że Studio 20 dobrym piecem jest. Kanał clean nie da się wysterować do poziomów w których można go używać jako drive rytmiczny. Jest to raczej bardzo przyjemne przybrudzenie, pozwalające na przyłojenie w klimacie starego dobrego rock’n’rolla. Poza tym, moim osobistym zdaniem jest to zdecydowanie najjaśniejszy element brzmieniowy pieca. Clean jest po prostu śliczny. Okrojone sterowanie parametrami EQ w żadnym wypadku nie utrudnia ustawienia swojego brzmienia marzeń. Dość późny punkt „skranczowania” pozwala dodać brzmieniu niezbędnego kopa, bez utraty przez niego czystego charakteru.
Przester jest z gatunku „pokochaj lub idź stąd”. Plus dla metalowców – jest go dużo i jest szybki. Można więc bez problemu pocinać na tym piecu wszelkie odmiany muzyki drażniącej praworządnych obywateli. Minusem dla mnie jest to, że nawet przy niskich ustawieniach gainu, nie zmienia się zasadniczy charakter tego kanału – tutaj jest po prostu mało rokendrolowo.
Piec jest głośny. Kto miał okazję słuchać szczodrze rozkręconej lampowej dwudziestki ten wie, że można na niej spokojnie zagrać i próbę, i koncert, i na nerwach sąsiadom. Co więcej, piec jest też zadziwiająco bezszumowy. Po odpaleniu słychać jedynie pracę wentylatora (w planowanej już wersji rozwojowej ma pojawić się większy i cichszy wiatrak). W pierwszym momencie było to dla mnie niepokojące, bo wszystkie pozostałe postawione obok Studio 20 piece dawały znać o swoim działaniu dystyngowanym buczeniem. Za to Bashowi należy się wielki plus. Gorzej ma się sprawa z pętlą – jej odpalenie dość znacząco podnosi poziom szumów (nawet jeśli nie wpinamy w nią jakiegoś emulatora szumu fal morskich).

Czy więc warto było czekać? Myślę, że tak. Bash Studio 20 nie jest wzmacniaczem pozbawionym wad, jednak na pewno znajdzie swoich zwolenników. Zwłaszcza, że segment małych wzmacniaczy lampowych przeżywa ostatnio niezwykły rozkwit. Największym minusem według nas jest konieczność rozkręcania całego heada, w celu dostania się do trimpotów, które naprawdę są mocarnym narzędziem w kształtowaniu brzmienia. Nie chcę być złym prorokiem, ale z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że im mniej użytkownik grzebie we wnętrznościach urządzenia, tym dłużej zachowuje ono sprawność. Niegłupią opcją byłoby umieszczenie ich w bardziej dostępnym miejscu. Tym którzy mają pewną rękę i zimną krew, polecam zapoznanie się z możliwościami kopiącego maleństwa, jakim jest Bash Studio 20.

Skomentuj na forum.