Kategoria: Testy
Kiedy człowiek zajmuje się testowaniem sprzętu muzycznego, trafia czasem na rzeczy, które podpadają pod kategorię „ciężki orzech do zgryzienia”. Jedynie prześladującemu mnie, życiowemu pechowi przypisać mogę fakt, że moja osobista lista tego typu testów właśnie powiększyła się o kolejną pozycję. Drodzy Państwo, szanowni Czytelnicy, zapraszam do lektury najprawdopodobniej najkrótszego testu w historii tego portalu. Dziś przed Wami – Pedaltrain PRO.
Marudzenie marudzeniem, ale nie święci testy piszą. I proszę nie dać się zwieść mało entuzjastycznemu wstępowi, nie wynika on z jakości testowanego sprzętu, tylko z prostego faktu – jak wycisnąć chociaż stroniczkę testu z czegoś, co można opisać w jednym równoważniku zdania „jakie to fajne”? Tyle tytułem usprawiedliwienia, pora przejść do konkretów.
Jest kilka rzeczy, które nie zawsze są doceniane w arsenale gitarzysty.
Na pewno jest to pasek, na pewno są to przewody łączące efekty w pedalboardzie i bardzo często jest to też tuner. A powinno być chyba na odwrót i to właśnie tuner powinien być najważniejszym i pierwszym urządzeniem pod naszymi nogami/rękami, w pedalboardzie czy też racku.
Przez moje ciekawskie łapy przeszło kilka tunerów, od Qwik Tune który kupiłem do pierwszej gitary, przez żałosnego Behringera, do całkiem niezłego Korga DT-10 już w postaci stompboxa. W końcu chciałem kupić coś do racka, ale trafiłem na bohatera dzisiejszego testu...
Krank Amplifications to nieduża firma rodem z Arizony. Jak na niedużą firmę przystało, hale produkcyjne ograniczają się to jednego kompleksu, sam proces produkcji odbywa się głównie przy pomocy rąk, a ilość wyrobów tygodniowo nie przekracza z pewnością setki. Wśród wytworów manufaktury można znaleźć 16 wersji wzmacniaczy, 7 wersji kolumn i 2 kostki podłogowe. Jednym w bardziej charakterystycznych produktów jest piec Krankenstein - współtworzony i sygnowany przez nieodżałowanego Dimebaga Darrella. To właśnie jego zabawka będzie bohaterem tego testu.
Tekst niniejszy będzie dla mnie wybitnym wyzwaniem, gdyż nie dalej jak dwa miesiące temu z ironicznym uśmieszkiem czytałem podobny materiałowo test w jednym z polskich czasopism muzycznych. Niemniej jednak kopnął mnie ten zaszczyt, więc drodzy Państwo, zapraszam na test nowego na Polskim rynku brandu strun – FM Strings.
Eclipse, z języka angielskiej zaćmienie, jest zjawiskiem astrologicznym rzadko występującym w przyrodzie, budzącym raczej negatywne emocje. W starożytnym Egipcie zaćmienie Słońca było wykorzystywane do manipulowania prostym ludem. Nasuwa się pytanie: czy Merlin Pickups swoimi aktywnymi przystawkami zamierzał zaćmić konkurencję, czy może zmanipulować gitarową społeczność? I to siedem razy lub z siedmiokrotną siłą?
Czasem zdarza mi się myśleć o świecie idealnym. Jako, że jestem do cna spaczony i nudny nawet w marzeniach to spora ich część dotyczy sprzętu gitarowego. W świecie takim, wszystko brzmiałoby jak najlepsze tr00 analogi, a sterowanie i możliwości kreacji brzmienia stałyby na poziomie nowoczesnych konstrukcji cyfrowych. Nie byłoby wojen między miłośnikami obu dziedzin technologii muzycznej, a świat byłby odrobinę piękniejszy. Ostatnio też mi się tak zdarzyło fantazjować. I kiedy się już otrząsnąłem z tych marzeń (no co za bzdury człowiekowi do głowy przychodzą jak się nudzi!), zadzwonił telefon i sympatyczny głos męski zapytał czy nie chcę przetestować nowego efektu TC. Jasna sprawa, że chciałem, i w ten właśnie sposób zbliżyłem się odrobinę do świata moich poronionych marzeń.
Głos należał do nieocenionego Wojtka Jelicza z Audiostacji, a efekt o którym była mowa, to przedstawiciel najnowszej serii efektów TC – Nova Drive. Co jest w nim takiego niezwykłego? Ano chociażby to, że sekcja odpowiedzialna za brzmienie jest 100% analogowa, a sekcja sterowania równie całkowicie cyfrowa. Dzięki temu, w teorii, mamy rasowe brzmienia, które możemy zapisywać w pamięci podręcznej urządzenia, grupować w banki, sterować efektem za pomocą MIDI i tym podobne szaleństwa o których dziadkowi Angusowi się nie śniło. A jak się ma teoria do praktyki? Rzućmy okiem, hm?
Roger Mayer to postać, która odcisnęła swoje piętno w historii muzyki. Pierwsze efekty budował dla Jimmiego Page'a, jeździł w trasy i pomagał w studio takim legendom jak Jimi Hendrix czy Bob Marley. Konstruował sprzęt studyjny używany w studiach na całym świecie. Na jego syntezatorze Stevie Wonder nagrał trzy albumy. W 1989 roku Roger Mayer wrócił do Anglii, gdzie do dziś produkuje efekty gitarowe. Jednym z nich jest dostarczony nam przez Music Toolz Vision Wah.
W życiu większości gitarzystów co najmniej raz pojawia się myśl: a może by tak rack zamiast głowy? W końcu takie rozwiązanie daje ogromne możliwości w poszukiwaniu własnego brzmienia oraz doboru poszczególnych elementów zestawu. Ponadto, w przypadku sprzętu rackowego, dużo częściej jest spotykane się słowo „stereo”... Podstawą każdego zestawu jest przedwzmacniacz i końcówka mocy, które mogą stanowić całość lub być podzielone na dwa niezależne urządzenia. Dziś testom zostanie poddany przedwzmacniacz Engl E530.
GT-500 to kolejny efekt ze stajni Mike'a Fullera zmagający się z ciężkimi, sevenstringowymi testami. Tym razem pytania były wyjątkowo trudne, ponieważ efekt zdobywał już wcześniej laury(Guitar Player Magazine Editor's Pick Award). Jak tym razem poradził sobie GT-500? Zapraszam do lektury.
Kaczki atakują nas z każdej strony: z telewizora dwie, dodatkowo jeszcze Donald oraz inne kaczki dziennikarskie. W szpitalu, gdy potrzeba, a pójść nie można... Nad jeziorkiem kaczka krzyżówka, a z lodówki kaczka z jabłkami. My jednak zajmiemy się kaczkami najbliższymi (zdrowym) gitarzystom: efektami wah-wah.
Efekty wah-wah zalicza się do pedałów ekspresji. Sama nazwa urządzenia wywodzi się od jego brzmienia: dodaje ono charakterystyczny efekt, który najprościej opisać jako „ła-ła” ;) Kaczka działa na zasadzie podbijania głośności różnych zakresów częstotliwości. Przy pomocy potencjometru, zakres jest przesuwany od niskich, po wysokie częstotliwości. Różnice w brzmieniu różnych pedałów biorą się z różnych szerokości podbijanego zakresu, samej mocy podbicia oraz jego wysokości nad poziomem głośności normalnego sygnału.