Warto posłuchać

Sevenstring.pl newsletter

Bądź na bieżąco!

Relacja z Musikmesse 2010 cz. III

4 maj 2010 dodany przez Leon

Dzień dobry Państwu. Wszelkie ustalenia z pierwszej części opisów naszych bezeceństw gitarowych obowiązują, więc bez zwłoki zabieramy się za konkrety. A w dzisiejszym odcinku zgodnie z obietnicą będzie rokendrolowo i młodzieżowo. W ramach usprawnienia przepływu myśli ograniczam do niezbędnego minimum dawkę mielonki, na rzecz momentów, w których trzeba przypominać sobie o oddychaniu. Wszystko, co nie jest godne opisania z różnych względów, z naciskiem na to, że na niektórych stoiskach równie dobrze można było postawić zdjęcia produktów (byłoby taniej, a efekt ten sam), znajdziecie w galerii. I będziecie wiedzieli tyle samo co my. Więc lecimy!

Egnater

Ładne połączenie stoiska biznesowego z miejscem do ogrywania wzmacniaczy. W związku z odgórnym nakazem bycia cicho, jedno z drugim się nie gryzło i wszyscy byli zadowoleni. Rzuciliśmy fachowym okiem i uchem na maluszki z serii Rebel (maluszki może i z postury, ale z brzmienia to bardzo poważne piece) oraz na najnowsze dzieło Wielkiego Piecowego Guru Bruce’a Egnatera – Armageddon. Ten piec, zaprojektowany zdecydowanie do czczenia szatana, wyposażono w bramkę szumów ISP Decimator. Patent zacny i sprawdza się bardzo dobrze. Polecamy Waszej uwadze.

FAD

A dokładniej Freeqi Audio Design, czyli malutka firma z Belgii, specjalizująca się w naprawach nagłośnienia rozmaitego, oraz produkcji bardzo ciekawych wzmacniaczy w klimacie ultra-vintage. Piece FAD charakteryzuje absolutny minimalizm jeśli chodzi o wizualne uroki, ocierający się wręcz o obskurność. Podobnie rzecz ma się z gałkologią, prostota uber alles. Wszystkie konstrukcje są wariacjami na temat absolutnych klasyków, takich jak Marshall JTM45, Fender Blackface czy Vox AC30. Poza wzmacniaczami, uwagę naszą zwrócił zajmujący centralny punkt stoiska isobox. Do tej cichopaczki (dobry neologizm nie jest zły) można podpiąć maksymalnie 200 W obciążenia, a wytłumienie jakie oferuje masywna konstrukcja to ok. -40dBA. Paka napędzana jest jednym głośnikiem Jensen Jet Series Tornado lub Blackbird. W komplecie dołączone fikuśne mocowanie mikrofonu, pozwalające zamocować wszystko co choć trochę przypomina Shure’a SM57. Jeśli los tułaczy zagna Was kiedyś do Gent, nie omieszkajcie wpaść w odwiedziny do warsztatu FAD.

Furch

Na stoisku naszych sąsiadów z południa znaleźliśmy sporo fajnych instrumentów, jednak wspominamy o tej firmie ze względu na jeden, dość szczególny. Chodzi mianowicie o projekt gitary turystycznej. Instrument w wersji złożonej zajmuje tyle miejsca co korpus (akustyk w rozmiarze małych Martinów, więc niewielki). Co z gryfem pytacie? Otóż gryf moi drodzy… Jakby to powiedzieć… Odkręca się i chowa w korpusie (wprowadza się przez specjalny otwór na boczku). Aby dopełnić obrazu rzezi, główkę odkręca się od szyjki (łączenie przypada w połowie pierwszego progu) i mocuje w futerale osobno. Całość wygląda dość makabrycznie i może wywołać nerwowe ruchy u co wrażliwszych gitarzystów, niemniej z wielu podobnych rozwiązań wystawianych na targach, nam spodobał się najbardziej.

GEWA

Dla niezorientowanych w niuansach europejskiej dystrybucji sprzętu muzycznego: Gewa Music jest jednym z największych (o ile nie największym) dystrybutorem wszelakiego muzycznego dobra w Europie. W jej ofercie znajdują się produkty w zakresie od instrumentów smyczkowych i perkusyjnych, przez wszelkiego rodzaju akcesoria, po wzmacniacze i gitary. Nas interesowały oczywiście te dwie ostatnie pozycje, więc nie przegapiliśmy okazji aby zapoznać się bliżej z dwoma wystawianymi markami. Pierwszą były gitary VGS. Instrumenty dostępne są w szerokim przedziale cenowym i muszę przyznać, że wszystkie trzymają przyzwoity poziom wykonania i grywalności. Szczególnie przypadła mi do gustu gitara z serii Eruption Pro Series. Les Paul w wykonaniu relic (powiedzmy, że jest to relic dla ubogich, ale i tak wykończenie prezentowało się ładnie), wyposażony w dwa humbuckery Seymour Duncan, o wysokim stopniu wygody gry to coś, co tygryski lubią bardzo bardzo :) Właściwości soniczne tego instrumentu miałem okazję przetestować na produkcie drugiej marki, którym był mało znany w Polsce wzmacniacz Alligator, równie egzotycznej marki… Laboga. Tak moi drodzy – żeby ograć na targach polskie piece, trzeba było wprzódy pogadać po angielsku. Obsługa zauważywszy skąd przybywamy, przymknęła na chwilę oko na ilość generowanych przez nas decybeli, dzięki czemu mogę powiedzieć, że Alligator świetnym piecem jest. I basta. Każdego kto twierdzi inaczej pozwę na ubitą ziemię, na miecze lub topory. Zachęcam do zapoznania się z krótkim filmikiem z targów, dostępnym na stronie Gewy – widać na nim zarówno piec, jak i gitarę które miałem przyjemność ogrywać.

Gibson

Ta firma zapewnia niniejszemu artykułowi odpowiednią dawkę mielonki. Ciężko bowiem napisać coś ponad to, że Gibson zaprezentował przepięknej urody muzeum. Gitar było dużo, wśród nich wiele ciekawych modeli (trzech rosłych pracowników ochrony musiało odciągać Harvesta od sygnatury Bucketheada ;)), były piękne ekspozycje z cyklu „kupamięci” i… I tyle. Dotykać można, hałasować niezbyt. Proszę włożyć kapcie. A przyznam, że strasznie spodobał mi się najnowszy model Zakka Wylde, wykończony w klimacie BFG i miałem ogromną chętkę na jazdę próbną. Cóż, może następnym razem.

A już za chwilę! Orange! Parker! Framus! Oraz wiele innych topowych gratów o których nie napiszemy ani słowa, ale będzie można pooglądać ładne fotki! ;)